Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 213 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zupa rakowa

środa, 30 września 2009 19:36
Zimniej, jesienniej, ale nawet lubię taką pogodę. Lubię się wtulić w szalik i spacerować, oczywiście jeśli nie jest zbyt zimno. A przecież słońce jeszcze przebija się, próbuje oddawać energię. Kot Tutka tylko zwija się w szesnasty kłębek i udaje, że jej nie ma.
Dzisiaj mam pierwszy wieczór, kiedy mogę sobie normalnie posiedzieć w domu, poczytać, wypić gorącą czekoladę. Boję się zaglądać do własnego kalendarza wypełnionego bardziej niż można. I codziennie zgadzam się na coś, czego chciałem odmówić. Więc dopisuję do listy obowiązków. Najbliższe dwa tygodnie wyglądają jak "crazy-man-two-weeks" czyli dwa tygodnie krejzimena. Rozmowa z Yannickiem Haenelem, autorem francuskiej powieści "Jan Karski", rozmowa z Renate Jett o jej koncercie i płycie (obie do publikacji), w niedzielę spotkanie z panią Barbarą Krafftówną w Błoniu pod Warszawą, o drobniejszych sprawach nawet nie myślę. A już za tydzień zaczynam kolejny cykl wykładów monograficznych na dziennikarstwie. Muszę jakoś to wszystko sobie układać, wybijać rytm, poddać się temu. Kiedyś tam odpocznę. Kiedy i gdzie?
Koleżanka zapytała mnie dzisiaj, czy jadę na spektakl do Poznania. "Karola, ja na Marszałkowską nie mam czasu, Poznań to dla mnie jak wyprawa do Azji".
Gonię chwilę za chwilą. A powieść leży. Chcę wrócić, a ciągle coś innego mnie zatrzymuje. Ale obiecałem sobie, że w listopadzie ją kończę. Niedużo mi zostało.
Na pewno do końca tego roku. Taki sobie wyznaczyłem deadline i będę się tego trzymał.
Emocje wokół aresztowania Romana Polańskiego. Koleżanka-aktorka, która mieszka w Szwajcarii mówiła mi dzisiaj pełna emocji przez telefon: "Ten kraj właśnie taki jest! Ja się stąd zaraz wyprowadzę. Nie będę tu dłużej mieszkać! To skandal, co zrobili temu człowiekowi. Wyobrażasz sobie, tydzień temu zmarła kobieta, która zabiła jego ciężarną żonę i oni w tym momencie go aresztowali. To się w głowie nie mieści! Wyprowadzam się. Tu mieszkają sami ukryci alkoholicy. Szwajcarki siedzą w domach i zapijają się do nieprzytomności, a mężowie je piorą. I uwierz mi, oni wszyscy mają czyste domy i wypielęgnowane ogródki. Ja już dłużej tak nie mogę!"
Tak, filiżanka gorącej czekolady. I "Wtajemniczenia" Michała Komara, choćby tylko poczytać te smakowite przepisy. Na przykład na zupę rakową.

"Czerwcowej bujności natury trzeba odpowiadać skromnie, jak najprościej. Szparagi ugotować w osolonej i nieco ocukrzonej wodzie, zapiekać z móżdżkiem cielęcym, pod beszamelem, przez dwadzieścia minut. Idzie do tego gruner weltliner albo soave z Verony. Zupa rakowa wymaga odrobiny wysiłku. Ze szczypiec i szyjek ugotowanych raków wyjąć mięso, dodać do niego masło utarte z żółtkami, koperek, tartą bułkę oraz pianę z ubitych białek. Pancerze rakowe nadziać farszem, włożyć je do mieszaniny rakowego wywaru i wywaru z cielęciny. Gotować pod przykryciem dwadzieścia minut. Uprzednio odparowane masło rakowe roztopić, dodać trzy łyżki mąki, trochę wywaru i śmietanę. Wlać do zupy, którą przed podaniem posypać koperkiem. Kurczęta po polsku nadziewać farszem z wątróbki, ugotowanej na sypko kaszy manny, posiekanego koperku, jednego jajka, ziół wedle gustu, nie zapominając o paru posiekanych listkach mięty. W czasie pieczenia podlewać białym winem, może być chardonnay, ale to bez posmaku dębiny. Młode ziemniaki. Sałata. Czymże jest sztuka, jak nie wynikiem zmagań artysty z demiurgicznymi urojeniami?"

No właśnie. Czymże jest sztuka?
Jesień też ma swoje dobre strony.
Gorąca czekolada i lektura.
Już lepiej.

*

I jeszcze mail od mojego Wydawcy:

Drodzy przyjaciele,

dzisiaj mija 5 lat od smierci Zygmunta Kaluzynskiego.

Z tej okazji zdecydowalem sie wydac nasza ostatnia wspolna ksiazke:
ALFABET NA 4 RECE, zawierajaca niepublikowane wczesniej rozmowy o
charakterze osobistym i swiatopogladowym. Wraz z nia ukazal sie na
plycie dvd film biograficzny "Zygmunt Kaluzynski: Pol zycia w
ciemnosciach" w rez. Jana Sosinskiego.

Gorąco zapraszam na wieczor poświecony Zygmuntowi i naszej ksiazce 7
pazdziernika o 7 wieczorem w klubie VELVET w Zlotych Tarasach
(Multikino)

Pozdrawiam serdecznie


Tomasz Raczek

*

Pięć lat. Trudno uwierzyć. Wziąłem do ręki książkę Pana Zygmunta Kałużyńskiego "Do czytania pod prysznicem. Znalezione w osobistej szufladzie", z odręczną dedykacją dla mnie z 23 maja 2004. Czego w tej książce nie ma. Recenzje filmów i książek, fascynujące opowieści o pisarzach, malarzach, politykach. Jest Francja i Paryż i przedwojenny proces Gorgonowej.
Wracam do lektury.


Podziel się
oceń
0
0

Po wczorajszym spotkaniu

wtorek, 29 września 2009 12:05
Na razie telegraficznie, ale wrócę. Wczorajsze spotkanie z Karoliną Gruszką i Iwanem Wyrypajewem w Gazecie bardzo udane, a zazwyczaj nie jestem zadowolony. Zapraszam do wysłuchania dźwięku ze spotkania:

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,7089377.html

Premiera "Lipca" w Teatrze Na Woli już 9 października, ale pierwsze spektakle przedpremierowe 6,7 i 8 października.



(zdjęcie ze spektaklu, foto Jan Smaga)

*

A dzisiaj nie wolno przegapić monodramu-recitalu Anny Chodakowskiej wg tekstów Stachury w Teatrze Kamienica. Dawno nie było tego legendarnego spektaklu w Warszawie. Mnie kiedyś powalił i wciąż mam przed oczami Annę Chodakowską, zwierzę śpiewające Stachurę.

Podziel się
oceń
0
0

Wtajemniczenia

niedziela, 27 września 2009 14:07
Piątkowe spotkanie z Martą, w warszawskim klubie Traffic, zatrzymuję w pamięci jako wyjątkowe, bo choć - jak po każdym spotkaniu - mam do siebie wiele różnych pretensji, każda z rozmów z Martą, zwłaszcza dotyczących pisania, tego, co kluje się w głowie pisarza, jak to "coś" przeobleka się w książkę albo jak życie jest obserwowane z boku jako książka, zostawia we mnie ślad, otwarte miejsce, które zapewne jeszcze da o sobie znać, przypomni się.
Przygotowując się do naszej rozmowy, wypisałem sobie różne wypowiedzi Marty o pisaniu, głównie z jej książek "Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych" i "Kobiety zaklętej w kamień". Przepisuję te, które wydają mi się istotne:

"Literatura jest po mojej stronie"
"Piszę może jeszcze dlatego, że chcę być konsekwentna w kreowaniu życia".
"... Josif Brodski: Powieść autobiograficzna więcej kamufluje niż wyjaśnia".
"Literatura nie jest moralnością".
"Twórca to ktoś, kto kocha przede wszystkim siebie i swoje dzieła".
"Kiedy piszę, czuję się bezpiecznie. Wszystko zależy ode mnie, jestem sterem, żeglarzem, okrętem(...) Pisanie jest więc dla mnie realizacją wolności".
"Literatura nie naśladuje życia, to życie naśladuje literaturę".
"Czasem myślę, że zostałam pisarką, żeby móc samą siebie stale poddawać terapii. Odwinąć z kokonu".
"Przez wiele lat odrąbywałam korzenie, wmawiając sobie, że do niczego nie są mi potrzebne, jakbym chciała uwierzyć w czystą tablicę własnego istnienia, na której zapisane może być tylko to, co sama uznam za stosowne i ważne, jakbym próbowała przekreślić geny otrzymane w spadku i lęki zakodowane w jaźni, koszmarna pomyłka".
"Nawet moja mama miała do mnie żal, że jestem pisarką. Dla niej byłam bezrobotna".

Nie powiedziałem Marcie, że odchorowałem naszą rozmowę, dotyczącą i autoagresji i autokreacji jako środka na autoagresję. Myślę, że ta rozmowa nie była łatwa, ani dla Marty ani dla mnie. Znamy się dobrze, przyjaźnimy, jesteśmy profesjonalistami. Nie lubię oficjalnie prowadzić przyjacielskich spotkań. To znaczy za każdym razem, kiedy rozmawiam z kimś zawodowo, na spotkaniu autorskim, staram się spojrzeć z boku, jak na kogoś, kogo nie znam, kogo chcę poznać, zrozumieć, dobrać się do sedna sprawy, rozebrać z łusek, zobaczyć trzewia. Próbuję budować w miarę obiektywny i szczery portret osoby, z którą rozmawiam. I tak patrzyłem w piątek na Martę. Może nawet byłem bardziej bezlitosny, bo z tyłu głowy wciąż miałem tę myśl - profesjonalnie, nie po przyjacielsku. W pewnym momencie Marta powiedziała, że jest bardzo poukładana. Spojrzała na mnie. Wiem, że jest bardzo poukładana, ale nie przytaknąłem. Dopiero Zofia Czerwińska, fenomenalnie interpretująca na spotkaniu fragmenty książki Marty, otrzeźwiła mnie: "No chociaż raz potwierdź, przytaknij!".
Wtedy zrozumiałem, że prowadzę tę rozmowę jak obcy. Zastanawiałem się przez chwilę jak czuje się Marta w tej sytuacji. Czy rzeczywiście nie podałem jej ręki tą rozmową? Pamiętam, że kiedyś po spotkaniu w "Gazecie" pani Barbara Krafftówna powiedziała mi: "Patrzyłam na pana z czułością, a pan w ogóle nie odpuszczał". Spotkanie z Martą, o którym przeczytałem później na różnych blogach, między innymi moim ulubionym blogu Indii, wiele osób odebrało bardzo osobiście, szczerze. Więc teraz próbuję się jakoś usprawiedliwiać. Chcę myśleć, że dobrze, że tak się stało, że nie odpuściłem, bo dostałem szczere i wcale niełatwe wypowiedzi o stosunku do siebie, o agresji, o czekaniu na ojca-górnika, o matce, która może nie do końca rozumiała, jakie są potrzeby jej córek. Myślę, że dobrze się stało, ale to odchorowałem. Już w piątek w nocy kompletnie mnie ścięło, organizm zbuntował się, jakby to spotkanie było autoagresywne. Dopiero dzisiaj dochodzę do siebie. Wczoraj walczyłem z różnymi bólami. Tak, znów kłania się Alice Miller, patronka ostatniej książki Marty. Tak, jestem pewny, że rozmowa musi coś dawać obu stronom. Mnie dała. We mnie walczy do dzisiaj.
Na spotkanie z Martą przyszła wzruszająco urocza pani Krystyna Nepomucka, autorka wielu popularnych książek, rocznik 1920! - W znakomitej formie fizycznej i intelektualnej. Zabrała głos, kiedy kończyliśmy już spotkanie, mówiła, że dawno nie uczestniczyła w takiej rozmowie, ale nie to jest ważne, powiedziała: "Od rana zastanawiałam się, czy wyjść z domu, czy się zebrać. Byłam w szlafroku, czytałam pani książkę, walczyłam ze sobą: wyjść z domu, czy zostać. Cieszę się, że wyszłam". Dopiero pisałem tutaj o wypowiedziach Danuty Szaflarskiej, Franciszka Pieczki, Barbary Krafftówny, Ernesta Brylla: "jeszcze nie kończę". I tak, myślę sobie, że ważne, aby wychodzić z domu. Nawet jeśli tym wyjściem byłoby pisanie, czy czytanie, a może słuchanie pięknej płyty Rafała Blechacza wydanej właśnie przez Deutsche Grammophon "Chopin Piano Concertos" z towarzyszeniem
Concertgebouw Orchestra, która w zeszłym roku uzyskała tytuł najlepszej orkiestry świata, pod dyrekcją Jerzego Semkowa. Prawdziwa uczta.
Teraz wkleję kilka zdjęć z piątkowego spotkania, ale po nich wrócę jeszcze, bo skoro uczta to mam jeszcze coś do dodania. Autorką wszystkich zdjęć jest Małgorzata Karolina Piekarska.







(pani Krystyna Nepomucka)



Wspomniałem ucztę. Czytam właśnie urzekającą powieść Michała Komara "Wtajemniczenia". Gdyby szukać patronów tego stylu, wskazałbym Tomasza Manna, Karen Blixen, Prousta, Jerzego Pilcha z jego ironiczną narracją, czy Wiesława Myśliwskiego z czasu powieści "Traktat o łuskaniu fasoli".
To powieść kunsztowna. Jej narrator pracuje u pewnej zamożnej damy, Pani E. Dama jest wykształcona, zna się na literaturze, filozofii, historii świata, w ogóle na czym się nie zna... Jest zamożna i jak sama mówi: uczciwa w miarę konieczności. Pani E. przyjmuje przy stole różne zacne postaci, a to znanego prawnika, a to wybitnego aktora. Narrator zatrudniony jest jako kucharz, jako ten, który podaje do stołu, liczy srebra itd. Od pierwszego zdania wiemy jednak, że to ktoś z innego świata, ktoś o wiele ciekawszy od Pani E., ktoś o intrygującym, rozbuchanym intelekcie, kto rozmowy i spotkania w domu Pani E. traktuje z pewną ciekawością, ale bardziej z ironią, ktoś, kto demaskuje środowisko, z jakiego się Pani E. wywodzi. Na razie, po lekturze kilkudziesięciu stron nie wiem jeszcze, kim jest ten człowiek, ale jest tajemniczy i fascynujący. Ale co jeszcze pyszniejsze, w swoją opowieść o Pani E. ów "pomocnik" wplata przepisy kulinarne na najbardziej wyszukane dania, opowiada o winach i smakach. Czyni tę opowieść prawdziwą ucztą. Można by z tej książki wypisać pewnie bestsellerową książkę kucharską. Na przykład taki przepis:

Omlet z ostrygami.
"Cztery jajka wbić do salaterki, doprawić solą i pieprzem, dolać łyżkę śmietanki i ubjać widelcem, aż masa zrobi się puszysta. Rozgrzać masło na patelni. Wlać ubite jajka na patelnię. Smażyć na dużym ogniu bez pokrywy, aż brzegi omletu się zetną. Podważać łopatką ze wszystkich stron, by masa wpłynęła pod spód. Smażyć, aż omlet zarumieni się, potem zsunąć go na dobrze ogrzany talerz. Przygotować sześć ostryg. Gdy omlet będzie gotowy - ostrygi wraz z płynem z muszli włożyć do rondelka. Doprowadzić do wrzenia i natychmiast zdjąć z ognia. Gorące ostrygi ułożyć na połówce omletu i zręcznie przykryć drugą połową. Pokropić sokiem z limonek. Ponadto: grzanki, konfitura z gorzkich pomarańczy, jogurt z miodem, z serów bleu de Bresse, odrobina roqueforta oraz bleu des Aravis".

Nie mogę przejść obok tej książki obojętnie.

Wczoraj obejrzałem w końcu film Iwana Wyrypajewa "Tlen", o którym słyszałem wiele dobrego. Oglądałem po rosyjsku, przydał się rosyjski w szkole, bo rozumiałem 80, może 90 procent tekstu. Dawno nie widziałem tak nieokiełznanego, nieograniczonego niczym kina. To właściwie opowieść o parze kochanów, w których spotkaniu zapisany jest tragiczny finał, i wiemy to od początku. Ale Wyrypajew nadaje temu spotkaniu omal mistyczny, biblijny, jeśli nie kosmiczny wymiar. Obserwujemy tę parę na księżycu i pod wodą, w kreskówce i komiksie, biegną ulicami Paryża, ale już za bramą znajdą się na ulicy Londynu, Pakistanu, Moskwy, Hongkongu, Hawany. Są dla siebie więcej niż światem, na krótką chwilę ich spotkania.
Ten nowoczesny film ma w gruncie rzeczy bardzo prostą formę. Oto w jakimś studiu filmowym (radiowym?) przed mikrofonem siedzi para narratorów, opowiadaczy. Ją gra Karolina Gruszka. Jego Aleksiej Filimonow. Oboje grają podwójne role: tych, którzy opowiadają i postaci, o których opowiadają.
Film podzielony jest na dziesięć rozdziałów - dziesięć muzycznych kompozycji, tworząc w jakimś sensie dziesięć nowych przykazań.
Jeśli coś nie podobało mi się w tym filmie, to jedynie dokumentalne wstawki dotyczące wojen, dotyczące zamachu na WTC. Te sekwencje, w których nie pojawiają się aktorzy, a w których pojawia się tekst na ekranie.
Jednak całość pochłania, atakuje pomysłami, brakiem jakiegokolwiek ograniczenia.
Cieszę się, że zobaczyłem ten film. Jutro w "Gazeta Cafe" będę prowadził spotkanie z Iwanem Wyrypajewem i Karolinę Gruszką, którzy przygotowują właśnie w Teatrze Na Woli spektakl wg sztuki Wyrypajewa "Lipiec" w kongenialnym przekładzie Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej.

Właśnie usłyszałem, że w Szwajcarii, na festiwalu filmowym aresztowano Romana Polańskiego, który miał odbierać tam nagrodę. Szwajcaria aresztowała reżysera na prośbę Ameryki, z powodu głośnej sprawy z 1978 roku (o gwałt na nieletniej). E. mówi: "Trzydzieści lat - tyle trwa obrót Saturna. Saturn nie pozwala zapomnieć".
Film o życiu Romana Polańskiego mógłby nakręcić chyba sam Roman Polański. Nikt nie byłby w stanie tego ani opisać ani zrozumieć.


Podziel się
oceń
0
0

myśli na czas remontu

piątek, 25 września 2009 11:36
Wsiąkam w sprawy, tematy, książki, słowa. Ostatnie korekty mojej książki "Hotel Europa" dla Wyd. Prószyński i S-ka, która ukaże się w księgarniach 19 listopada. Teraz już jestem spokojniejszy, widziałem okładkę, nawet ją lubię, widziałem skład książki, rozłożenie tekstu na szpaltach, marginesy, akapity, światło między rozdziałami. Przyglądam się tej książce, jak obcej, i chyba dobrze. Oswajam się.
W domu wciąż remont, więc usiłuję złapać cokolwiek z wolności, szukać w sobie, wyciszyć się w tym wszystkim, ale to nie jest łatwe. Nowe książki, bo nowe spotkania, wyzwania, propozycje, drogi i wiem już przecież, że inaczej nie umiem tylko tak, kiedy dzieje się tyle.
Wczoraj cudowny dzień dla przyjaźni. Rano omlety z Teresą paryską, więc rozmowy o książkach i spektaklach, o francuskich księgarniach i koteriach, o sporach i słabościach paryżan, obiad z Martą Fox, która jest - wczoraj pojawiła się w Warszawie. Spotkania z Martą to świadectwo, że przyjaźń jest. Bo możemy się nie widzieć pół roku, czasem dłużej, a kiedy spotykamy się wszystko płynie tak, jakby ostatnie spotkanie było wczoraj.
Dzisiaj promocja najnowszej książki Marty "Kobieta zaklęta w kamień" w warszawskiej księgarni Traffic (godz. 18). Fragmenty przeczyta Zofia Czerwińska, więc spodziewam się bardziej spektaklu niż czytania. Cały wieczór czytałem ponownie książkę Marty, bo prowadzę dzisiejsze spotkanie, a czytałem tę powieść jeszcze przed jej ukazaniem się na rynku, w tzw. "szczotkach".
Ta książka skonstruowana jest tak, że poza fabułą związaną z Emilią, pisarką, jej chorobą, jej rodziną, są również fragmenty wyjętych z jej szuflady zapisków, jej własne odczytanie pisarstwa innych, Oriany Fallaci, Anne Sexton, Sylvii Plath...
Pisze Emilia w jednym z takich fragmentów: "Dzisiaj potrafię się już zatrzymać. Stanąć nagle w środku miasta, w kuchni, pod obrazem, przed wierszem. Trwać tylko w tym. Usłyszeć swój środek. Nie zmagać się ze swoim demonem teatru, ze swoim teatrem codziennego życia. Chcę, aby moje życie było interesującą sztuką, jak w wierszu Anne Sexton. Dlatego brnę dalej, choć czasami słyszę gwizdy".
Tyle Emilia. A co Marta? Być może tego uda się dowiedzieć w trakcie dzisiejszego spotkania...
Ekipa remontowa właśnie zgłosiła mi, że wychodzą na godzinę.
Godzina względnego spokoju.
Może uda się pomyśleć w ogrodzie. Muszę skupić się na wieczornym spotkaniu.
Przed chwilą posłałem do Teatru ostatnie fragmenty do książki, która będzie towarzyszyła premierze Iwana Wyrypajewa "Lipiec" w Teatrze Na Woli. Na premierę wychodzi książka z tekstem sztuki, rozmową z Wyrypajewem, fragmentami pism ojca Pawła Florenskiego, rosyjskiego filozofa prawosławnego zamordowanego przez NKWD. Mamy też, napisany specjalnie dla nas, świetny tekst Krystyny Matwijenko o współczesnym rosyjskim dramacie.
Myślę, że to będzie ciekawa książka i fascynująca premiera. Byłem na jednej z prób i to, co zobaczyłem nie wychodzi mi z głowy. Czegoś takiego w teatrze nie widziałem. Karolina Gruszka mnie obezwładniła. Nie mogę napisać nic więcej, ale wciąż mam w głowie tamtą próbę. W najbliższy poniedziałek prowadzę spotkanie z Karoliną Gruszką i Iwanem Wyrypajewem w warszawskiej redakcji "Gazety Wyborczej". Godz. 19.00.
Więc dzieje się.
Na biurku stos książek, przygotowuję się do kolejnych spotkań i tekstów. Staram się nie zauważać okrytego folią mieszkania, które wygląda jak opuszczony hotel, mimo to wciąż napotykam martwe motyle, teraz to już plaga. Kot Tutka odreagowuje remont w ogrodzie, polując na motyle i przynosząc je potem do domu. Bawi się nimi, dobija, deformuje i szarpie skrzydła. Wyglądają jak dżonki, wietnamskie łodzie-domy stojące na wodzie.


Podziel się
oceń
0
0

Praca

środa, 23 września 2009 22:42
"Nie, ja jeszcze nie kończę" - powiedziała pani Danuta Szaflarska, odbierając dzisiaj nagrodę im. Norwida - dzieło życia, w trakcie uroczystości na Zamku Królewskim.
"Nie, jeszcze nie kończę" - powiedział pan Franciszek Pieczka odbierając tę nagrodę w kategorii "teatr".
"Nie, jeszcze nie kończę" - powiedziała pani Barbara Krafftówna nominowana do nagrody Norwida za rolę Anastazji R. w "Oczach Brigitte Bardot".
"Ja też jeszcze nie kończę" - powiedział pan Ernest Bryll, odbierając tę nagrodę w kategorii "literatura" i dodał jeszcze, że jest z Mazowsza, jak Norwid, że mówi tą melodią i tym językiem, który choć kartoflany to daje smakowitą zupę w poezji.
Patrzyłem na te wspaniałe, wielkie postaci naszej kultury, roześmianą, dziewczęcą panią Danutę Szaflarską, na kolejnych nominowanych i laureatów, a wśród nich była też na przykład pani Magdalena Abakanowicz i myślałem, jakie to szczęście, że możemy patrzeć na tych wspaniałych artystów, pełnych entuzjazmu, siły, werwy, którzy wciąż pracują, nie przestają być twórczy, nie przestają cieszyć się światem. Pani Danuta Szaflarska mówiła też, że jest szczęśliwa, że los obchodzi się z nią tak łaskawie, że pozwala jej wciąż pracować.
Wróciłem z tej uroczystości taki... uskrzydlony. Silny. I teraz cieszę się tym w sobie.
To szczęście móc się tak upajać swoją pracą i nie przestawać się nią upajać. Może to jest tajemnica życia, zdrowia i siły? Jedna z tajemnic?

Mieszkam w książkach, bo zaczęła się jesień, czyli dosyć intensywny czas spotkań autorskich. Nie tak dawno pisałem tutaj o wydanej we Francji powieści Yannicka Haenela "Jan Karski". Dzisiaj dostałem tę książkę i już podczytuję, bo - tak się złożyło - dostałem też propozycję prowadzenia spotkania z autorem tej książki, który przyjedzie do Warszawy. Czytam "Ravensbruck" Steve'a Sem-Sandberga, książkę o Milenie Jesenskiej, przyjaciółce Franza Kafki, którą niedługo wyda Czarne. Będę prowadził również warszawską promocję tej książki z udziałem jej autora.
Tyle się dzieje.
Wydawnictwo Prószyński, które wydaje moją książkę "Hotel Europa" (podobno w księgarniach od 19 listopada) przesłało mi dzisiaj projekt okładki, która bardzo mi się podoba, choć zazwyczaj mam różne wątpliwości i jestem niezadowolony. Niebawem ujawnię ten projekt.

Kalendarz spotkań i spektakli:

WRZESIEŃ

25, godz. 18 - Warszawa, Klub Traffic, promocja książki Marty Fox "Kobieta zaklęta w kamień"
www.wydawnictwoliterackie.pl
28, godz. 12.00 Teatr Na Woli, "Lipiec" konferencja prasowa
www.teatrnawoli.pl
28, godz. 19.00 Gazeta Cafe - Karolina Gruszka i Iwan Wyrypajew przed premierą "Lipca" www.warszawa.gazeta.pl

PAŹDZIERNIK
4 - Błonie k. Warszawy, Poniatówka, spotkanie z Barbarą Krafftówną
17, godz. 18 i 20.30, Bruksela, Belgia, PATTY DIPHUSA, monodram Ewy Kasprzyk
http://www.emstacja.eu/component/eventlist/details/54-qpatty-diphusaq-pedro-almadovara
Theatre Moliere, Galerie de la Porte de Namur, Square du Bastion 3
20, godz. 19.00 - Gazeta Cafe, spotkanie z Januszem Morgensternem
www.warszawa.gazeta.pl
21,22 - Teatr Polonia, Patty Diphusa
www.teatrpolonia.pl
24,25 - Teatr Na Woli, Uwaga - złe psy! www.teatrnawoli.pl
26, godz. 19 - Klub "Goście Gazety", Gazeta Wyborcza, spotkanie z Yannickiem Haenelem, francuskim pisarzem, autorem powieści "Jan Karski" nominowanej
do tegorocznej nagrody Goncourta
www.ifv.pl
28,29,30 - Teatr Na Woli, Oczy Brigitte Bardot www.teatrnawoli.pl

LISTOPAD
5 - spotkanie ze Stevem Sem-Sandbergiem, autorem książki "Ravensbruck. O Milenie Jesenskiej" , wyd. Czarne www.czarne.com.pl
19, godz. 18.30 i 20.30 Teatr Polonia, Patty Diphusa www.teatrpolonia.pl
12, godz. 18 i 20 - Szczecin, Teatr Współczesny, PATTY DIPHUSA, monodram Ewy Kasprzyk
www.teatrpolonia.pl
12, godz. 19.00 - Teatr Na Woli, Uwaga - złe psy! www.teatrnawoli.pl

Podziel się
oceń
0
0

Rozbrajanie Brechta

poniedziałek, 21 września 2009 13:37
W domu konieczny remont, więc teraz u mnie zrywanie tynku, skrobanie itd. Trzeba przetrwać. Uciekłem do drugiej części domu i natychmiast rzuciłem się w wyniesione tam książki, które uznałem, że nie są tytułami pierwszej potrzeby, które powinienem mieć stale pod ręką. Wśród nich archiwalne numeru miesięcznika "Dialog", z lat 60. Zaczynam je przeglądać. Pożółkły papier, stęchłe, ale trzymają się nadal. I nagle trafiam na tekst arcyciekawy.
Otóż "Dialog" z października 1964 roku zamieszcza skróty zapisu przesłuchania Bertolta Brechta i Hannsa Eislera w Waszyngtonie przez Komisję do Badania Działalności Antyamerykańskiej (październik 1947). Postanowiłem przepisać tutaj fragmenty. Myślę, że to rarytasik.

STRIPLING: Powtórzę teraz pytanie wstępne. Czy jest pan obecnie, albo czy był pan kiedykolwiek, członkiem partii komunistycznej jakiegoś kraju?
BRECHT: Panie przewodniczący, słyszałem, jak moi koledzy, zastanawiając się nad tym pytaniem, uznali je za niewłaściwe, ale ja jestem gościem w tym kraju i, nie chcąc wdawać się w żaden spór prawny, odpowiem na pańskie pytanie jak najbardziej wyczerpująco. Nie byłem i nie jestem członkiem żadnej partii komunistycznej.
PRZEWODNICZĄCY: Odpowiedź pańska zatem brzmi, że nie był pan nigdy członkiem partii komunistycznej.
BRECHT: Tak jest.
STRIPLING: Nie był pan członkiem partii komunistycznej w Niemczech?
BRECHT: Nie, nie byłem.
STRIPLING: Panie Brecht, czy prawdą jest, że napisał pan pewną ilość na wskroś rewolucyjnych wierszy, sztuk i innych utworów?
BRECHT: Napisałem pewną ilość wierszy, songów i sztuk walcząc przeciwko Hitlerowi i, oczywiście, mogą one być uważane za rewolucyjne, ponieważ byłem, oczywiście, za obaleniem jego rządu.
PRZEWODNICZĄCY: Panie Stripling, nie interesują nas żadne utwory, które on mógł był napisać, przemawiając za obaleniem Niemiec lub tamtejszego rządu.
(...)
STRIPLING: Czy wiele pańskich utworów jest opartych na filozofii Lenina i Marksa?
BRECHT: Nie, nie sądzę, aby tak można było powiedzieć, ale oczywiście jako dramaturg, który pisał sztuki historyczne, studiowałem - musiałem przestudiować poglądy Marksa na historię. Nie sądzę, by można było dzisiaj pisać inteligentne sztuki bez takich studiów. Poza tym historia pisana obecnie pozostaje pod żywotnym wpływem historycznych studiów Marksa.
STRIPLING: Panie Brecht, czy w czasie swego pobytu w Stanach Zjednoczonych brał pan udział w jakimś zebraniu partii komunistycznej?
BRECHT: Nie, nie sądzę.
STRIPLING: Nie sądzi pan?
BRECHT: Nie.
(...)
PRZEWODNICZĄCY: Jest pan tego pewien?
BRECHT: Chyba tak.
PRZEWODNICZĄCY: Jak to - chyba?
BRECHT: Tak, w moim pojęciu nie bywałem na takich zebraniach.
STRIPLING: Panie Brecht, czy odkąd przebywa pan w Stanach Zjednoczonych, spotykał się pan z jakimiś urzędnikami rządu radzieckiego?
BRECHT: Tak, tak. W Hollywood zapraszano mnie - może trzy lub cztery razy - do konsulatu radzieckiego, oczywiście wespół z wieloma innymi pisarzami.
(...)
STRIPLING: Czy współpracował pan z Hannsem Eislerem przy songu "Pochwała nauki"?
BRECHT: Tak. Czy współpracowałem? Napisałem ten song, a on napisał tylko muzykę.
STRIPLING: To pan napisał ten song?
BRECHT: Ja napisałem ten song.
STRIPLING: Może pan wyrecytować komisji słowa tego songu?
BRECHT: Owszem, mogę. Chciałbym zaznaczyć, że song ten pochodzi z nowej adaptacji, którą zrobiłem ze sztuki Gorkiego "Matka". W tym songu rosyjska robotnica zwraca się do wszystkich biednych ludzi.
(...)
STRIPLING: Przeczytam teraz słowa i spytam pana, czy to jest ten song.
BRECHT: Proszę.
STRIPLING: (czyta pierwszą strofę songu w nieudolnym przekładzie)
BRECHT: Nie, przepraszam, to zły przekład. To nie tak. (śmiech) Chwileczkę, dam panu poprawny tekst.
STRIPLING: To nie jest poprawny przekład?
BRECHT: Nie, nie jest poprawny. Ma inne znaczenie. Nie jest też piękny, ale już o tym nie mówię.
STRIPLING: Więc jakie ma znaczenie? Mam tutaj "Pieśni ludowe", wydane przez Komunistyczną Partię Stanów Zjednoczonych(...) Na stronie 24 jest napisane: "Pochwała nauki", Bert Brecht, muzyka Hannsa Eislera. Czytam dalej: "Musicie być gotowi do przejęcia władzy. Uczcie się tego, ludzie na wygnaniu. Uczcie się tego, ludzie w więzieniach. Uczcie się tego, kobiety w kuchniach. Uczcie się tego, ludzie sześćdziesięciopięcioletni. Musicie być gotowi do przejęcia władzy.
(...)
BRECHT: Panie Stripling, być może, że ten przekład...
TŁUMACZ: Poprawny przekład brzmiałby: "Musicie stanąć na czele".
(...)
BRECHT: Może mu pozwolić, by przetłumaczył dosłownie z niemieckiego?
TŁUMACZ: Pan, zdaje się, interesuje się głównie przekładem, który pochodzi...
PRZEWODNICZĄCY: Nie rozumiem już ani tłumacza, ani świadka. (śmiech)
TŁUMACZ: Przepraszam, panie przewodniczący. Może ten mikrofon...

W przerwie przesłuchania Brecht opuścił salę, a po paru godzinach także Stany Zjednoczone. Na zawsze.



Podziel się
oceń
0
0

Hrabal, z tekstów Aleksandra Ziemnego

niedziela, 20 września 2009 22:54
ALEKSANDER ZIEMNY

HRABAL

1

Po ciemku, łąkowym oparem
co puchem zaściela rzekę
wśród gulgotu mlaskań i skrzeku
pęta się bochen księżyca
pachnący świeżym wypiekiem

2

Jak nie sypnie pęk wytrychów na papier!
Jak dziewięciu srok za ogon wraz nie złapie!

Toczy wielki knedel, gęsto go nadziewa
a czym proszę, czym?
Takim zasupłanym
pod żebrami chowanym
śmiertelnie koniecznym
rym cym cym

3

Ciemnozłotym ściegiem swojej prozy
kapiąc żywicznym olejem po trosze
żenisz
festyny śmieciarzy
tłuczenie kamieni
grzmienie fabryk
blask, sadzę i czeskie bambosze.

4

Umknęła maszyna piekielna
w której cyka stara kieszonkowa cebula
z kolorową emalią.
Za nią rusza w dychawiczny pościg
jej twórca, narwany pigularz.
Wpadł pod tramwaj.
A ten stanął dęba z litości.

5

A po bokach staromłode powsinogi
niczemu się nie dziwując -
trzewiami trzaskając trawią
setnie ze smakiem spółkują.

6

Hrabalu panie Hrabalu
bimbalu panie bombalu.
Przez śmiechoty fikoły bajdury
raptem kamień w łeb
zdarcie żywej skóry.



(fot. Tomas Mazal)


Podziel się
oceń
0
0

skrzypek boi się

sobota, 19 września 2009 14:20
Winogrona za oknem aż proszą się, by je zebrać. I choć chłodniej, to przecież wciąż słońce, kusi żeby wyjść do ogrodu z książką.
Przede mną tom wierszy "Problem osobisty" zmarłego niedawno Aleksandra Ziemnego. Wracam do tych wierszy, do książek pana Ziemnego, osobiste dedykacje wywołują wspomnienia. Pełne książek, szare, zaniedbane mieszkanie na Bielanach, ale pełen pasji głos pana Aleksandra. Cieszę się, że nagraliśmy rozmowę, włączyłem ją później do swojej książki "Rozum spokorniał". Nasza rozmowa miała tytuł "Zasłużyć na życie". Więc teraz leży przed mną tom "Problem osobisty", o którym Ryszard Kapuściński napisał do Aleksandra Ziemnego: "Pańskie wiersze czytywałem już od dawna, ale teraz, w tym wyborze, nabrały one nowego i ważnego wymiaru, a mianowicie tworzą swoisty, inny świat, wprowadzają nas w nastrój tak potrzebnej, a tak trudnej do stworzenia atmosfery uwagi i refleksji". Zaś Wisława Szymborska: "Od lat wiersze Ziemnego czytam i cenię dla ich rzetelności intelektualnej i programowego unikania różnych śliczności niby-poetyckich. Myślę, że twórczość ta nie jest jeszcze doceniana należycie".

ALEKSANDER ZIEMNY

ŚCIANY

To jest prawda, mój gościu, ściany u mnie puste
jak w gnuśnej poczekalni, chwilowym noclegu.
Nie ma miękkich pasteli, kinkietów i luster.
Żadne bóstwo domowe tych kątów nie strzegło

Tynk zdrapany czyjąś łapą barbarzyńską,
strzęp pajaca na gwoździu: materialne straty.
Tylko kryształek śmiechu w ścianie się odcisnął
i cień z krótkim warkoczem małej Małgorzaty

*

NA SPOCZYNEK

Patrzę, słyszę, wgarniam szybko w pamięć
bo za chwilę sam bym nie wierzył:
oderwane, cięte byle jak kawały świata
któreśmy dawno wyszarpnęli z ram
jeden po drugim
teraz: patrzę, słyszę
układają się razem na spoczynek
współbrzmiąco posapując, szeleszcząc
pod mleczną, bezdeszczową chmurą
co już z lewa podchodzi sinym mżeniem nocy.

*

Patrzę na zmarłą. Od tej chwili jest
i będzie zawsze bezbronna.
Choćby dlatego należy jej się
skromny dar czułości.

*

Skrzypek boi się, prawie drży
kiedy zbliża się fermata:
długoskrzydłe zamieranie tonu,
despotyczny odstęp
pomiędzy groźną ścisłością partytury
i grozą improwizacji

(z tomu "Problem osobisty. Wiersze z pięćdziesięciu lat", Warszawa 1994)

Podziel się
oceń
0
0

Chcemy żyć

piątek, 18 września 2009 23:12
"W obozie się nie płacze, nie lamentuje, nie biada. Tam, gdzie cierpienie jest bez granic, nie mówi się o cierpieniu. Tam, gdzie się straciło wszystko, młodość, nadzieję, marzenia, swoich bliskich, nie mówi się o stracie. Gdzie się zostało pozbawionym nawet własnego imienia, nie pochyla się głowy, nie roztkliwia nad własną dolą, bo dokoła są tacy sami. Chcemy żyć, to jest jedyna nadzieja, a żyć, to śmiać się, kiedy tylko można, to kochać, jak nadarzy się okazja, to cieszyć się promykiem bladego zimnego słońca, to raczej drwić do ostatka, nawet na szpitalnej kojce. Każda psota, każda zabawa, to jakbyśmy oszukały los, wydarły mu to, co nam się należy. Śmiech jest zwycięstwem zwyciężonych" - tak napisała w swojej wstrząsającej książce "Po wyzwoleniu 1944-1956" Barbara Skarga, najbardziej znana polska współczesna filozofka, która spędziła omal dziesięć lat w sowieckim łagrze, skazana za działalność w Okręgu Wileńskim AK. Do Polski wróciła w 1955 roku.
Ta książka przez ostatni rok stale leży na moim biurku, czasem do niej zaglądam, podczytuję, podziwiam Autorkę za siłę i zdolność odradzania.
Powieść, którą piszę dotyka podobnych tematów, stąd obecność wspomnień Barbary Skargi w domu.
Kiedy wróciłem, dowiedziałem się o śmierci Pani Prof. Barbary Skargi.
Otworzyłem Jej książkę.

Podziel się
oceń
0
0

To najmniejsze

środa, 16 września 2009 22:46
Przepraszam, muszę dzisiaj skończyć chyba przedostatnią korektę swojej książki "Hotel Europa", która wychodzi w listopadzie (Prószyński i S-ka). Dlatego zamieszczam kilka zdjęć z wczorajszej wizyty w pracowni Ryszarda Kapuścińskiego i wiersz Aleksandra Ziemnego, do którego poezji teraz wracam.









(matka Ryszarda Kapuścińskiego w miejscu pracy, czyli Głównym Urzędzie Statystycznym).

*

Aleksander Ziemny

Jeśli myślą że niebo ma usta
to nie padnie z nich już ani słowo.
Jeśli myślą że niebo ma uszy
to straciło słuch na wieki wieków.

Niebo tylko widzi.

Nie patrzy jak pan na sługę
z groźbą, wyrzutem
łaską, przebaczeniem.
Ono tylko widzi.
Widzi bez oczu
widzi całym sobą
to najmniejsze, co nie jest daremne.

Podziel się
oceń
0
0

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  806 753  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Agencje, które mnie reprezentują

Blisko

Blogi

Intrygujące

Kino

Literatura

Muzyka

Pamięć

Paryż/Paris

Prasówka

Radio/TV

Sztuka

Teatr

Uczta Babette

Ważne

Wydawcy moich książek

O mnie

Autor książek m.in. "Rozum spokorniał. Rozmowy z twórcami kultury" (2000), "Bagaże Franza K. czyli podróż, której nigdy nie było"(2004), "Bądź moim Bogiem" (wydawnictwo WAB 2007), dedykowanej postaci Wiery Gran, "Hotel Europa. Rozmowy" (Prószyński i S-ka 2009) a także ukazującej się właśnie książki "Spełniony" - wywiadu-rzeki z Marianem Kociniakiem. Autor sztuk teatralnych: "Na gałęzi", "Biografia", "Uwaga - złe psy!", "Naznaczeni", "Błękitny diabeł", "SM", "First Lady", "Oczy Brigitte Bardot" a także scenariuszy spektakli "Patty Diphusa" wg. Pedro Almodovara i "Marilyn i Papież".
Kontakt:
Agencja Artystyczna GreenLight
agata.kabat@greenlight.art.pl (Agata Kabat)
www.greenlight.art.pl (PROWADZI RÓWNIEŻ SPRZEDAŻ MOICH KSIĄŻEK)
a także
Agencja Artystyczna GRAMI: www.grami-art.pl
TUTAJ KUPISZ TEŻ MOJE KSIĄŻKI

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości