Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 642 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Emmanuelle

środa, 28 kwietnia 2010 23:10
Zapis audio spotkania z uroczą Emmanuelle Seigner:

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,7826925,Nieprzewidywalna_Seigner_w__Gazeta_Cafe___relacja_.html

Jutro spotkanie z Janem Englertem.

Podziel się
oceń
0
0

Na Boga

wtorek, 27 kwietnia 2010 22:06
Na Boga, zatrzymaj się - usłyszałem dzisiaj. Ale jak? Skoro tak wiele spraw mnie interesuje, wciąga, zajmuje? Jak zrezygnować z wszystkich rozmów, spotkań, możliwości? Skoro świat taki sycący, pachnący, wyrazisty a przecież jeśli wyrazisty to trzeba w nim szukać detali, tego, co przykryte? Więc jak to zrobić?
Więc biegnę.
Wczoraj wieczorem w Teatrze Na Woli promocja wywiadu-rzeki z Marianem Kociniakiem "Spełniony". Byłem szczęśliwy. Spotkanie prowadził pan Wojciech Mann, mój guru, a na widowni wśród wielu ważnych dla mnie osób była pani Alicja Kapuścińska. Tylko takie migawki. Pan Wojciech Mann patrząc w scenariusz: "Mam tu napisane, że teraz Wojciech Mann zaprasza na scenę publiczność, która może skomentować lub coś powiedzieć... Zastanawiam się tylko, czy my się tu wszyscy zmieścimy, ale zapraszam".
Komentarze pana Wojciecha absolutnie cudowne, iskrzące dowcipem, inteligencją. No, pyszne. Z Marianem czytaliśmy fragmenty "Spełnionego", te bardziej nostalgiczne i te całkiem śmieszne, na przykład anegdoty Maklakiewicza ze SPATIF-u. Również Zofii Czerwińskiej, która siedziała w pierwszym rzędzie. Marian czyta: "Zosia nie wychodziła ze SPATIF-u". Ja na to: "Zofia Czerwińska, proszę państwa, siedzi w pierwszym rzędzie". Zosia: "W pierwszym rzędzie nie wychodziłam ze SPATIF-u".
A potem specjalna dedykacja od Mariana dla żony, Grażyny Kociniak. Piosenki związane z Cesarią Evorą, zaśpiewała jej najbliższa przyjaciółka, Elżbieta Sieradzińska. Zaśpiewała, zaczarowała ta "myszka, która urodziła górę" - taki tytuł miał kiedyś jej portret w "Wysokich Obcasach". Elżbieta, gitara i piosenki śpiewane po kreolsku i francusku. Mindelo. Jasny kolor nieba. O Eli pisałem trochę w "Hotelu Europa", w komentarzu dotyczącym Evory. Nie pamiętam tylko, czy pisałem tam, że Elżbieta jest również himalaistką. Myszka, która rodzi górę. A skoro góra, to przecież Kinga Baranowska zdobyła dzisiaj Annapurnę. Tak się cieszę. Tak bardzo to podziwiam. Kinga uprawia alpinizm w jego najcenniejszej, najszlachetniejszej formie, wyznając, że zejście z góry jest ważniejsze niż wejście na nią.
A potem tyle różnych rozmów, spotkań z dawno niewidzianymi i widzianymi przed chwilą gośćmi, również blogowymi przyjaciółmi, jak Małgosia, India, której tekst o Jubileuszu Mariana zamieściliśmy w książce. Piękne zakulisowe rozmowy. Pani Barbara Krafftówna do Zofii Czerwińskiej: "Zosiu, tak pięknie wyglądasz. Dziękuję ci za to". I tyle szczerego śmiechu. Krzyś, mąż Eli Czerwińskiej proszący panią Barbarę o autograf na książeczce zdrowia, bo nic innego przy sobie nie miał, a ja na to: "Pani Barbaro, parę dni temu, w szkole teatralnej, wygrażała pani, że będzie zdawać na medycynę, ale żeby już wpisywać się w książeczkę zdrowia?"
Marian dwie godziny sumiennie podpisywał egzemplarze. Kiedy wychodziłem z teatru, wciąż była kolejka.
Biegłem na urodziny przyjaciółki. Przyjazna restauracja "U Kucharzy" i znów dużo szczerego śmiechu. I nagle słyszę przy stole jak mama przyjaciółki mówi: "Najlepsze miejsce na namiot jest zawsze trochę dalej". Zapamiętuję, żeby pamiętać, bo to aforyzm Zofii Czerwińskiej, żeby jej powtórzyć, że już jest powtarzany.
Powrót późną nocą, rano zdjęcia dla "Zwierciadła" w Miedzeszynie, powrót do domu. Telefon. "Teleexpress" chce nagrać mnie i Mariana do jutrzejszego wydania, ale... Marian jest już w swoim domu nad Narwią i czy mam kilka godzin, bo musimy tam pojechać. Jedziemy. Tak mam podarowaną godzinę w pięknym drewnianym domu, herbatę na tarasie a widok z tarasu na płynącą Narew. Gniazdo bocianie puste. Bocian stracił żonę i nie wraca z rozpaczy.
Jest gdzieś w ogóle Warszawa?
A tu tyle spraw, tyle różnych zajęć.
Jutro spotkanie z Emmanuelle Seigner w Gazecie Wyborczej, przełożone z dziś, aktorka nie mogła przylecieć z przyczyn rodzinnych. Ale jutro będzie. Początek godz. 19.00
We czwartek w Teatrze Na Woli spotkanie z Janem Englertem.
W piątek skoro świt wylot do Korei.
Na Boga, zatrzymaj się.
Na pewno?

Kilka migawek z wczorajszego spotkania, autorem fotografii jest Hubert Komerski.












Podziel się
oceń
0
0

Creme brulee

sobota, 24 kwietnia 2010 13:52
Lubię słuchać swoich przyzwyczajeń. Na przykład wyjść w sobotę rano po gazety i spacerować małymi uliczkami, które wstają trochę później niż zwykle. Magnolie w ogrodzie pana Axera już właściwie zaczynają opadać, ale wiele kwiatów wciąż jeszcze mocno trzyma się gałęzi. W ogrodach teraz pięknie kwitnące forsycje, magnolie, a nawet japońskie wiśnie. Moja wiśnia w tym roku zmarzła i właściwie nie zauważyłem, kiedy, jeśli w ogóle przekwitła.
Koty przeciągają się na płotach, nieświadome, że mogą zostać skrzywdzone. Łobuz, który dwa razy dziennie przychodził jeść i miał już swoją miskę przed domem, ten sam Łobuz, którego ratowałem całą zimę przed mrozem, zaginął, może poszedł gdzieś, chociaż wątpię, bo coraz bardziej się oswajał. A może uciekł przed całkowitym oswojeniem? Ale w ludzi przestaję wierzyć. Uciekam w lekturę. Zamykam się w świecie, który bywa najbezpieczniejszy.
W ostatnim numerze "Przekroju" znakomity wywiad z panią Marią Iwaszkiewicz, która opowiada o ojcu, Jarosławie i o swoim stosunku do publikacji dzienników i listów. Wzrusza, kiedy mówi, że nie mogłaby skreślić czy ocenzurować ani jednego zdania. "Chyba by mi ręka uschła" - mówi. Pięknie opowiada o swoich rodzicach, o stosunku matki, Anny do relacji Iwaszkiewicza z Jurkiem Błeszyńskich, do którego sama Maria miała stosunek mocno krytyczny. Ale po śmierci Błeszyńskiego posłała ojcu depeszę. Zaś Anna Iwaszkiewicz, kiedy Błeszyński ciężko chorował pojechała w intencji jego i Iwaszkiewicza do Częstochowy. Rozmowa Jana Strzałki z Marią Iwaszkiewicz ma tytuł "Miłość to jest różnie". W ogóle "Przekrój" znakomity, świetne fragmenty dziennika Jerzego Pilcha na temat Schulza i jego wpływu na przykład na Tomasza Manna. Sporo też w "Przekroju" o arcypowieści "Dzicy detektywi" Roberto Bolano. Pisałem o tej powieści już kiedyś na blogu i mam zamiar do niej za chwilę powrócić.
Wierzę w "Przekrój" Katarzyny Janowskiej, która jest od jakiegoś czasu naczelną tego pisma.
Jeszcze wczoraj wieczorem czytałem "Zniewolone dzieciństwo" Alice Miller. Po jej książce "Bunt ciała", która odpowiedziała mi na wiele pytań, która zmieniła znacznie moje myślenie, która wreszcie pokazała mi fragment własnego świata, jakiego nie rozpoznawałem wcześniej, kupiłem właśnie "Zniewolone dzieciństwo". Leżało na biurku, długo, a sam wciąż wpadałem w różne sprawy, tematy i lektury. Wczoraj dowiedziałem się o śmierci Alice Miller i postanowiłem sięgnąć po jej książkę. Cytuje w niej zdanie Eriki Burkart, które daje wiele do myślenia: "Kochamy w jakiś okrutny sposób i nienawidzimy z niewytłumaczalną miłością".
Mam nadzieję przeczytać tę książkę jak najszybciej, mimo że mam teraz, przed wyjazdem do Azji, ogrom różnych obowiązków, z którymi powinienem się już uporać. Ale Ela powiedziała mi dzisiaj słusznie: "Nie myśl o wszystkim, co masz zrobić. Po prostu zajmuj się pojedynczymi tematami". Dobrze byłoby więc usunąć tę blokadę wynikającą z nadobowiązkowości.
Przedwczoraj dobra, wspaniała wiadomość, że Karolina Gruszka dostała nagrodę "Gwarancje kultury" TVP Kultura w kategorii Teatr za rolę w "Lipcu" Iwana Wyrypajewa w Teatrze Na Woli. Tak się cieszymy. To kunsztowna i bardzo wymagająca rola.
Za chwilę wracam do pracy, ale jeszcze teraz jestem w świecie fantastycznej duńskiej wokalistki śpiewającej po francusku Madmoiselle Karen. Posłuchajcie jej piosenki "Creme Brulee":

http://www.youtube.com/watch?v=Cpji9IZ6sCU

Na youtube są też różne koncertowe wykonania.

W "Gazecie" z cyklu "Wiersz Świątecznej" wiersz słoweńskiego poety Alesa Debeljaka, który przemówił do mnie dzisiaj filozofią, która jest mi bliska.

Ales Debeljak

z cyklu Biografia snu


Przeżyć wszystko, co trwa w pozornej harmonii.
Być śniegiem na ciepłej dłoni, która zamarznie od ciężaru
srebrzystych kryształów. Być literą w sanskrycie.
Gryczanym miodem. Być czymś mniej niż pożądanie wieczności i poufnych

dokumentów. Stać się kwiatem maku, liściem tytoniu, pustym
krajobrazem. Słowem, którego nie umie nikt prawidłowo
powtórzyć. Czasem komuś zaszumieć jak rym w sonecie
i zniknąć zaraz w chaosie. Być bezsensownym ptasim

ćwierkaniem, które we wszystkich pomieszczeniach rozbrzmiewa jak jedna pieśń.
Być nieogarnionymi polami, bluesem w pamięci czterdziestolatków.
Przeżyć grozę przestrzeni, zwężającej się jak źrenica zwierzęcia.
Uderzającej z mocą straszną, by wyrównać swój niegdysiejszy dług.

przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka




Podziel się
oceń
0
0

Nienasycenie

czwartek, 22 kwietnia 2010 22:52
Postanowiłem dzisiaj, po miesiącach przerwy, zajrzeć do swojej porzuconej powieści. Taki powrót jest trudny, bo to duży wysiłek znów wejść w tamte sprawy, ten świat, w psychikę i motywację bohaterów. W dodatku od razu zacząłem przerabiać, pisać właściwie na nowo, co wywołało we mnie nawet irytację, bunt przeciwko sobie. Z jednej strony wiem, że takie wielomiesięczne przerwy dobrze robią tekstowi, bo obnażają jego słabości, z drugiej poczułem się tak, jakbym musiał zaczynać to, co już zaprowadziłem kiedyś tak daleko. Znam siebie i swoją konsekwencję, a zwłaszcza potrzebę doprowadzania spraw do końca, swój destrukcyjny perfekcjonizm, podnoszenie sobie poprzeczek - wiadomo, ascendent w pannie. Ale czy będę miał siłę zbudować ten dom od podstaw, kiedy już właściwie stawiałem dach, zanim zacząłem go burzyć. I właśnie w takiej autoirytacji pozostawałem, aż w końcu wyszedłem z domu i pojechałem do Akademii Teatralnej na spotkanie z panią Barbarą Krafftówną, prowadzone przez Rafała Sławonia w ramach cyklu Natalii Adaszyńskiej "Eviva l'arte". No i na tym spotkaniu zapomniałem o swoich wątpliwościach, prawdę mówiąc zapomniałem o Bożym świecie, bo pani Barbara opowiadała przez dwie godziny zajmująco, pięknie, finezyjnie o budowaniu ról, o awangardach, o literaturze teatralnej, o swoim dzieciństwie i o szkole u Galla, o tym, ile pracy i wysiłku wkłada w kreowanie postaci, o współpracy z Wojciechem Hasem i swojej wybitnej roli w "Jak być kochaną", gdzie proponowała pewne rozwiązania i reżyser kręcił dwa duble - swój i ten proponowany, aby móc dokonać właściwego wyboru, o benedktyńskiej pracy nad rolą Matki u Witkacego po angielsku, o swoim marzeniu, aby pojechać do Japonii, o swojej miłości do sztuki i do precyzji i o tym, że jest problemem zarówno dla reżyserów, jak i lekarzy, bo zaczęła już grozić lekarzom, że wybiera się na medycynę, o swoim ogromnym nienasyceniu na życie, a także o tym, że bardzo dba, aby nic z ról, z granych postaci nie miało na nią wpływu, nie zostawało w niej, nie sztampowało się, o tym, aby w każdej roli być inną i by tworzyć ją innymi środkami.
To była i arcyciekawa rozmowa i fascynujący wykład pani Barbary, która właściwie powinna uczyć w szkole teatralnej. Sala była pełna. A jednak młodych słuchaczy niewielu. Idąc tam, przecież do Collegium Nobilium, czyli właściwie do Akademii Teatralnej, spodziewałem się, że to spotkanie dla studentów. Dlaczego nie przyszli? Kompletnie tego nie rozumiem. To wstyd, że nie przyszli. To była prawdziwa lekcja teatru, którą przekazała wielka, legendarna aktorka.
Słuchałem z zapartym tchem. Zresztą zawsze tak słucham pani Barbary Krafftówny. Jestem szczęśliwy, że mam w niej ważną nauczycielką teatru i nauczycielkę życia. Chociaż pełne humoru wypowiedzi pani Barbary dalekie są od dydaktyki. To pełne pasji wyznia artystki, która pozostaje nienasycona. Tego właśnie chciałbym się nauczyć najbardziej.

A teraz kilka zaproszeń:
26 kwietnia, w poniedziałek, o 19.00 w Teatrze Na Woli promocja książki, wywiadu-rzeki z Marianem Kociniakiem "Spełniony", prowadzi pan Wojciech Mann
27 kwietnia, wtorek, godz. 19.00, Gazeta Cafe, warszawska redakcja Gazety Wyborczej, spotkanie z Emmanuelle Seigner, francuską aktorką i wokalistką, prywatnie żoną Romana Polańskiego
29 kwietnia, czwartek, godz. 19.00, Teatr Na Woli, spotkanie z Janem Englertem w ramach cyklu "Wszystko już było" poprzedzone pokazem spektaklu Teatru TV "Oszuści".

Podziel się
oceń
0
0

Villa Borghese

środa, 21 kwietnia 2010 23:41
Codziennie próbujemy z Elą nowy spektakl, próbujemy zrobić jak najwięcej, bo od przyszłego tygodnia bardzo dużo innych spraw i zajęć, a później wyjeżdżam na chwilę do Azji, oczywiście, jeśli pył z wulkanu w Islandii w tym nie przeszkodzi.
Kot Tutka dochodzi do siebie, chociaż wciąż jeszcze się boi, ma blokadę psychologiczną, ucieka w sen, śpi więcej, dużo więcej niż przed postrzałem. Wróciła do swoich zwyczajów, ale to jeszcze nie jest ten sam kot, jakim był. Na szczęście każdego dnia widać znaczną poprawę. Nie może uwierzyć, że ktoś chciał ją skrzywdzić. Prawdę mówiąc ja też. Za każdym razem, kiedy o tym myślę, kiedy to sobie uświadamiam, dostaję furii.
Wczoraj w Łodzi chłopiec zginął od strzału taką wiatrówką, z jakiej strzelono do Tutki. Zwracajmy uwagę na takie strzały, zgłaszajmy na policję. Co chwilę słyszę od kogoś: "mam (miałem) sąsiada, który strzelał z wiatrówki do ptaków". I co? Co zrobiłeś? Trzeba z tym walczyć. Nie można pozostawać biernym. Tak bardzo nie umiemy wykreować prawdziwego obywatelskiego społeczeństwa. Nie wiem, z czego to wynika. Ze strachu? Z nieświadomości? Z braku wyobraźni? Z obojętności? Z egoizmu?
Przepraszam za ten monolog, ale wciąż mnie to dotyka do żywego.
Walczę o pozytywną energię, we mnie i wokół mnie. Chciałbym zbudować w sobie coś na wzór rzymskiej Villi Borghese, rozległego parku z rozłożystymi, starymi drzewami. Mogę sobie na to pozwolić, bo podobno mam starą duszę.
Być drzewem.
Albo wiewiórką.
Albo kaczką w stawie.
Wystawiać oczy do słońca.
Moczyć kuper w chłodnej wodzie.
Czasem zanurzyć głowę, a nawet szyję.
A potem energicznie potrząsać głową, suszyć się w słońcu.
Na chwilę wyłączyć myślenie.

Podziel się
oceń
0
0

Trochę światła

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 22:46
Wszyscy potrzebujemy teraz światła. Wracamy. Mieliśmy dzisiaj z Elą Czerwińską chyba udaną próbę nowego spektaklu, siedzieliśmy w kuchni i nagle, po dosyć pochmurnym dniu, na twarzy Eli pojawiło się słońce. Od razu zacząłem je fotografować.



















Tym razem robimy bardzo pogodny, optymistyczny i mam nadzieję również wzruszający spektakl. Na razie na papierze. Nie mamy teatru, sali, miejsca, robimy go dla siebie, mam nadzieję również dla innych. Na razie nas cieszy, inspiruje, pozwala nam poszukiwać w sobie. Napisałem monodram - adaptację jednej z najbardziej hitowych amerykańskich powieści (z której powstał równie hitowy film), dostaliśmy jakimś cudem pozwolenie autorki i w ogóle jakaś magia jest wokół tego. Ten spektakl musiał się nam przydarzyć i wierzę, że zaistnieje nie tylko na papierze.

Przed chwilą obejrzałem wstrząsający, ale dający światło amerykański film "Precious" Lee Danielsa, historię szesnastolatki z dwojgiem dzieci, których ojcem jest jej własny ojciec, opowieść o jej ucieczce w świat marzeń, o rodzeniu się jej samoświadomości, o dojrzewaniu do emocji, o dojrzewaniu do ucieczki i dostrzeżenia w sobie tego, co naprawdę znaczy jej imię. Wreszcie film o tym, że Precious, bo tak właśnie ma na imię, znajduje w sobie świątynię. Wstrząsający jej monolog o miłości, która ją katowała, gwałciła, nazywała bydłem i dała HIV. Wstrząsający monolog jej matki, która była świadkiem jej tragedii a równocześnie jej prześladowcą, i która mówi o własnym egoizmie zamykającym jej oczy. Dwie fantastyczne role Gabourey Sidibe jako Precious i Mo'Nique w roli jej matki. W filmie pojawiają się również Mariah Carey i Lenny Kravitz. Naprawdę nie można przegapić tego filmu.
 

Podziel się
oceń
0
0

Słońce

piątek, 16 kwietnia 2010 16:43
Dzisiaj przebiło słońce. W tych dniach żałoby wszystko jest inne, zamrożone, dziwnie się czuję, nie umiem się na niczym skupić, nie umiem pracować. Wszystkie rozmowy dotyczą katastrofy w lesie pod Smoleńskiej, którą omawiamy na każdy możliwy sposób i być może w ten sposób próbujemy ją zracjonalizować, objąć, przyswoić.
Kot Tutka chciał pójść do ogrodu. Rozumiem, chce pokazać, że czuje się lepiej. Wyszedłem z nią, bo prawdę mówiąc ona boi się być tam sama, ja boję się ze względu na to, co się stało. I tak siedziałem z nią na tarasie praktycznie cały dzień. Tuta miała gości. Przyszedł Kot Rudy, z najbliższego sąsiedztwa. Wymienili się wiadomościami. A potem, kiedy siedziałem w fotelu ogrodowym Tuta wskoczyła mi na kolana i na nich zasnęła. Nie śmiałem się poruszyć. I tak przesiedziałem długo, bardzo długo, mrużąc oczy łapiące nieśmiałe promienie słońca. Siedziałem tak z Tutą na kolanach aż całkiem zmarzłem, bo jednak był chłodny wiatr. Z okna słyszałem fenomenalne arie Teresy Żylis-Gary.
I ten dzień to tak, jakby wpadła jasność.



(Rudy odwiedza rekonwalescentkę)

Podziel się
oceń
0
0

Tutka lepiej.

czwartek, 15 kwietnia 2010 21:16
Dziękuję za wszystkie maile i zapytania o Tutkę. Na szczęście jest już lepiej, sama chodzi, je, dużo śpi i leczy się w ten sposób. Dzisiaj dostała kolejny zastrzyk (będzie je dostawać jeszcze przez kilka dni) z antybiotykiem, pani weterynarz po raz kolejny odradziła operację mającą na celu wyjęcie śrutu. Operacja jest inwazyjna, a on w ciele, podobno, niegroźny. Na szczęście poza tunelem jaki zrobił wewnątrz Tutki, nie uszkodził żadnego organu, więc miała dużo, dużo szczęścia. Jest wystraszona. Na razie, jak ktoś dzwoni do drzwi, czy stoi na korytarzu ucieka pod łóżko. Chciała wyjść na taras, wyszła ze mną, ale schowała się pod stołem. Wyjdzie z tego. Sąsiedzi dają dużo wsparcia. Też chcą wiedzieć kto to był. Obiecali pomoc.
Podziel się
oceń
0
0

Kot Tutka

środa, 14 kwietnia 2010 20:54
Jestem pełen furii. Nawet nie chcę pisać, co dzisiaj mógłbym. I niech nikt mi nie mówi, że żałoba połączyła naród. Bzdura. Kto jest zły ten jest zły. I kropka. Wczoraj wieczorem usłyszałem strzał, jak z wiatrówki. Po chwili Kot Tutka wpadł ledwo żywy do domu. Ciężko dyszała i ledwo się poruszała. Wezwałem policję. Przyjechał patrol. Spisał okoliczności. Dzisiaj Tutka od dziesiątej rano do piętnastej walczyła o życie w klinice weterynaryjnej. Strzał zrobił w jej ciele tunel od brzucha aż po szyję. Na szczęście nie uszkodził żadnych organów. Leżała pod kroplówkami, dostała antybiotyki i leki uspokajające i przeciwbólowe. Lekarz zostawił śrut uznając, że kotka jest w zbyt ciężkim stanie, by znieść taki zabieg. Teraz jest lepiej. Śpi odurzona lekami.
Jutro wiozę ją na kontrolę.
Kot Tutka szedł sobie po płocie tym lub sąsiadów, nie ma tu zbyt wielu płotów, to było blisko, ktoś, przecież sąsiad, celował w nią wczoraj wieczorem i strzelił. Natychmiast wezwałem policję. Przyjechał patrol. Mam nadzieję, że ten ktoś odpowie za to. Wiem, że odpowie.
Kot Tutka walczył dzielnie i jest lepiej.
Pół dnia leżała pod kroplówką męcząc się. Obok umierające koty i pieski, ich zapłakani właściciele, opowieści o miłości i przywiązaniu. Trudne decyzje o skróceniu cierpienia małemu bokserkowi, który ma guza mózgu. Zapłakana właścicielka kotka, który wyskoczył z okna i uszkodził rdzeń kręgowy.
I to absurdalne poczucie, że ktoś strzelił, zrobił to celowo, celował do kota idącego płotem, w centrum Warszawy, przy pięknej przedwojennej ulicy, dwa kroki od specjalnie chronionej Ambasady Izraela, w dniu narodowej żałoby, w tej specyficznej sytuacji, w jakiej się wszyscy znaleźliśmy, sąsiad z ulicy, która ma pięć domów na krzyż. Celował, strzelił a potem zamknął okno.
Koty, które zimowały w piwnicy zaginęły.
Zbieg okoliczności?
Za płotem, którym szła Tutka jest dom z trojgiem dzieci. A gdyby za tym płotem akurat było któreś z nich?
Ktoś ma broń w centrum miasta, wierzę, że policja będzie umiała coś z tym zrobić.

Podziel się
oceń
0
0

Pod skórką chleba

wtorek, 13 kwietnia 2010 18:31
Dziwny czas. Niezrozumiały. Niezrozumiała energia. Najczęściej emitowaną muzyką jest "Requiem" Mozarta. Lacrimosa. Dies illa. Rano oglądaliśmy z Agatą w TV powrót Pani Prezydentowej. Pokazałem Agacie książkę, którą kiedyś podarowała mi Anna Walentynowicz. To jej autobiograficzna, napisana wspólnie z Anną Baszanowską, opowieść, którą pożyczałem wielu osobom, aż słabo klejona książka zupełnie się rozpadła, wszystkie karty są luźne. Agata otworzyła akurat na stronie ze zdjęciem, na którym Anna Walentynowicz jest pomiędzy wnukami. Zdjęcie podpisała pytaniem: "Czy potrafią mnie zapomnieć?"



Mam zamiar teraz wrócić do tej książki. Pozwolić jej opowiadać.
Chyba wszyscy musimy zacząć wracać do życia, do swoich obowiązków, do swoich pasji, do swoich zainteresowań, lektur, do swojej muzyki.
Otworzyłem dzisiaj pełen życia i energii tomik wierszy Edy Ostrowskiej "Śmiech i łaska". Znalazłem w nim wiersz zupełnie wyjątkowy, uderzający, prosty, wiersz, który krzyczy, bo jest tak cichy, trafny, który dotyka Tajemnicy.

Eda Ostrowska

Ja nie mam jasności
że to jest ten Bóg
ten mężczyzna przyjaciel
ta droga
szlocham w nocy i połykam
wielkiej mocy kamień
zbaw siebie sam
przecież jesteś dobry
pod skórką chleba

Wesoła, 12 czerwca R.P. 2003
108 bł. Polskich Męczenników

(Eda Ostrowska, z tomiku "Śmiech i łaska", Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2010)

PS
W wulkanizacji okazało się, że opona była pocięta. Po prostu ktoś na Nikiszowcu, w niedzielę rano, w dniu narodowej żałoby, pociął ją swoim scyzorykiem.


Podziel się
oceń
0
0

poniedziałek, 29 maja 2017

Licznik odwiedzin:  797 943  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Agencje, które mnie reprezentują

Blisko

Blogi

Intrygujące

Kino

Literatura

Muzyka

Pamięć

Paryż/Paris

Prasówka

Radio/TV

Sztuka

Teatr

Uczta Babette

Ważne

Wydawcy moich książek

O mnie

Autor książek m.in. "Rozum spokorniał. Rozmowy z twórcami kultury" (2000), "Bagaże Franza K. czyli podróż, której nigdy nie było"(2004), "Bądź moim Bogiem" (wydawnictwo WAB 2007), dedykowanej postaci Wiery Gran, "Hotel Europa. Rozmowy" (Prószyński i S-ka 2009) a także ukazującej się właśnie książki "Spełniony" - wywiadu-rzeki z Marianem Kociniakiem. Autor sztuk teatralnych: "Na gałęzi", "Biografia", "Uwaga - złe psy!", "Naznaczeni", "Błękitny diabeł", "SM", "First Lady", "Oczy Brigitte Bardot" a także scenariuszy spektakli "Patty Diphusa" wg. Pedro Almodovara i "Marilyn i Papież".
Kontakt:
Agencja Artystyczna GreenLight
agata.kabat@greenlight.art.pl (Agata Kabat)
www.greenlight.art.pl (PROWADZI RÓWNIEŻ SPRZEDAŻ MOICH KSIĄŻEK)
a także
Agencja Artystyczna GRAMI: www.grami-art.pl
TUTAJ KUPISZ TEŻ MOJE KSIĄŻKI

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl