Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 157 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Tak się tka

wtorek, 29 grudnia 2009 11:30
Za chwilę wyjeżdżam zagranicę. Czeka mnie kilka dni absolutnego urlopu w pięknym mieście. W nocy posłałem Wydawcy tekst pisanej wspólnie z Marianem Kociniakiem książki "Spełniony", która powinna ukazać się pod koniec lutego. Za kilka dni nowy rok, a mam poczucie, że ten był dla mnie dobry, bogaty w doświadczenia i obowiązki i bardzo pracowity, dawno już tak dużo nie pracował jak w tym roku. Ukazała się moja książka "Hotel Europa", zamknąłem tekst nowej, poprowadziłem masę inspirujących spotkań w "Gazeta Cafe" i w Teatrze Na Woli, przeżyłem kilka pięknych premier, w tym "Lipiec" Iwan Wyrypajewa, który nie wychodzi z głowy do dzisiaj. Podarowano mi własną rubrykę w "Zwierciadle" pod hasłem "Teren pod ochroną". Kilka dni temu Agnieszka Traczewska, szefowa studia filmowego "Largo" powiadomiła mnie, że TVN przyjął nasz trzyodcinkowy serial dokumentalny o Pawle Jasienicy. Nie znam jeszcze daty emisji. Ale na pewno powiadomię.
To był bogaty rok. Jak to w życiu, oczywiście, nie tylko radosny. Odeszło kilkoro przyjaciół, albo bliskich moim przyjaciołom. Jeszcze kilka dni przed Wigiliją uczestniczyłem w smutnej ceremonii pogrzebowej.
To wszystko świadczy o wartości tego roku, o sile przeżyć, o doświadczeniach, które uczą, o zmianie sposobu postrzegania świata, bliskich i siebie.
Święta u Rodziców i u Siostry. Zmartwienie starzejącym się psem, który jest z Rodzicami od dwunastu lat. Coraz trudniej mu się podnieść i zejść po schodach.
Ale piękne te chwile, kiedy staruszek promieniał naszą obecnością tak liczną wokół.
Może uda mi się wrzucić parę zdjęć, już z pięknego miasta, do którego lecę za kilka godzin.
Teraz muszę spakować jeszcze trochę książek. Nie wiem, co ze sobą zabrać. Chciałbym zapaść się w jakąś powieść, która przeczyta się sama. Dlatego zabiorę ze dwie powieści Marqueza, do którego mam ochotę wrócić.
Zaraz muszę podjąć w tej sprawie błyskawiczną decyzję.
Od stycznia dużo dobrego w Teatrze Na Woli.
Już dzisiaj zapraszam na kolejne spektakle "Oczu Brigitte Bardot" z Barbarą Krafftówną i Marianem Kociniakiem, także na monodram Małgosi Rożniatowskiej "Uwaga - złe psy!". 16 stycznia Jubileusz Mariana Kociniaka, który świętuje spektaklem "Bomba" Macieja Kowalewskiego. Trwają próby do nowej premiery. 4 lutego pokażemy "I więcej nic nie pamiętam" wg wstrząsającego pamiętnika Adiny Blady-Szwajger, lekarki z warszawskiego getta, bliskiej współpracownicy Marka Edelmana. Spektakl w reżyserii Piotra Jędrzejasa i wykonaniu córki Adiny Blady, pani Aliny Świdowskiej, już na stałe w repertuarze Teatru. Świat Książki już za chwilę wznawia, po dwudziestu latach, książkę Adiny Blady-Szwajger, więc już dzisiaj też polecam.
Nowy rok już zaczął się tkać bogato, chociaż dopiero za chwilę, pająk tka swoją sieć i plecie ją na sobie tylko znane sposoby.
Gdyby nie udało mi się odezwać przed Nowym Rokiem, chociaż zabieram ze sobą laptopa i będę się starał, życzę samych spełnień i wszystkiego, wszystkiego pięknego. Przede wszystkim dużo dobra od ludzi. Bo wtedy łatwiej.


Podziel się
oceń
0
0

opowieści życzę

czwartek, 24 grudnia 2009 13:02
Od wczoraj u Rodziców. Wieczorem obejrzeliśmy razem "Zielone smażone pomidory", które pokazywała akurat telewizyjna jedynka. Film dla mnie kultowy, do którego wracam na różnych etapach życia. Nie wiem, ile razy go obejrzałem, ale wciąż się nim nasycam. Wciąż wgryzam się w chrupiące zielone smażone pomidory. I pomyślałem sobie, zastanawiając się, czego życzyć w tym roku, że będę życzył właśnie zielonych smażonych pomidorów, bo w nich, symbolu tej opowieści jest wszystko. Jest młodość i przemijanie, rodzenie się i śmierć, trwanie w sobie, głęboka wiara w ludzi, uczciwość, przyjaźń i miłość, opowieść w opowieści, które kreują świat wewnątrz nas i poza nami, jest jezioro, które zabrały ze sobą dzikie kaczki, jest towarzyszenie starości i towarzyszenie odchodzeniu, jest zabawa i jest rozwój wewnętrzny, dochodzenie do prawdy i poznawanie siebie, jest wiara w to, że się uda, wiara, że można i wiara w cuda. Jest cudowna stara czarodziejka, która w swojej opowieści wskrzesza świat i jest świat, który przekazywany w tej opowieści nie przestanie istnieć.
Większość z tego, co znamy z "Zielonych smażonych pomidorów" wydarzyła się naprawdę, Fannie Flagg, autorka, zapisywała opowieści swojej ciotki z Alabamy.
Więc życzę w tym dniu Wigilijnym, kiedy świat rodzi się na nowo trwania, towarzyszenia, współodczuwania, rozumienia, przyjaźni i miłości. Życzę ludzi przy nas, i nas przy nich. Przede wszystkim zaś życzę, abyśmy umieli czytać życie swoje i ludzi nas otaczających jak opowieść, która po nas zostanie. Żebyśmy umieli jej słuchać, ją zapamiętać i przekazywać. Na początku było słowo i ono stało się Ciałem.
Pięknych, pięknych Świąt!


Podziel się
oceń
0
0

Klezmer

wtorek, 22 grudnia 2009 22:28
Przedświąteczne szaleństwo, trudno gdziekolwiek dojechać, jeszcze trudniej wrócić. Najchętniej teraz bym się schował. Tak, Święta nie są łatwe. W dodatku to poczucie, że tyle spraw trzeba jeszcze przed Świętami zamknąć. Nie umiem wydobyć się z roboty.
Wczoraj w nocy uciekłem w "Klezmera", książkę biograficzną Jacka Cygana poświęconą Leopoldowi Kozłowskiemu. Kupiłem sobie tę książkę wczoraj, w prezencie, dla samego siebie. W niedzielę słuchałem w radiu rozmowy z Jackiem Cyganem o tej książce i o Leopoldzie Kozłowskim i postanowiłem ją natychmiast kupić. Teraz już mam, czytam, podglądam i podsłuchuję świat jego dzieciństwa i młodości. Uczę się tego świata i tej muzyki. Piękna książka na świąteczny czas.
W książki uciekam w nocy, bo w dzień tyle jest świata realnego, w tylu miejscach trzeba być, tyle odbyć rozmów, tyle napisać.
Za chwilę znów do pracy.
Jeszcze kilka zdjęć z obu warszawskich promocji mojej książki "Hotel Europa".



(Kinga Baranowska, Urszula Dudziak, Jazzownia Liberalna)



(Z Kingą Baranowską, Jazzownia Liberalna)



(z Kingą Baranowską, Jazzownia Liberalna)



(Marian Kociniak, Ewa Gronkiewicz, Teatr Na Woli)



(Maria Bojarska, żona Tadeusza Łomnickiego, z przyjaciółką Barbarą)



(Aneta Trojak, najbardziej szalona Czytelniczka jaką znam; za nią przemiła pani Barbara Buchsztajn)



(Małgorzata Rożniatowska z córką, Bogusławą Marszalik)



(moja przyjaciółka od lat, jeszcze z liceum, Kamila Jansen)



(Z Agatką Kabat, moją agentką, która jest autorką wszystkich tych zdjęć)

Podziel się
oceń
1
0

Dzieci Ireny Sendlerowej

poniedziałek, 21 grudnia 2009 0:01
Obejrzałem właśnie "Dzieci Ireny Sendlerowej", dawno już nie widziałem tak nachalnego, tak niedobrego filmu o warszawskim getcie, o wojnie, o trudnych decyzjach i wyborach podejmowanych przez ludzi. Irena Sendlerowa zasłużyła na wielki, wspaniały film, a nie hollywoodzki bryk dla licealistów. Oczywiście rozumiem edukacyjną rolę tego filmu, ale dla mnie nie miał on żadnej siły, żadnego rażenia. Jedyna naprawdę mocna scena w filmie to ucieczka Jasia z pociągu jadącego do obozu śmierci. Ale paradoksalnie akurat ten fragment nie dotyczył bezpośrednio postaci Ireny Sendlerowej. Owszem, jest scena z biografii Elżbiety Ficowskiej, scena ze srebrną łyżeczką włożoną do skrzyni, czy też walizki, w której Irena Sendlerowa przemycała ją, dziecko, na aryjską stronę. Ale co to za łyżeczka, dlaczego łyżeczka? Tego już w filmie nie ma.
Wczoraj obejrzałem chyba po raz trzeci "Pasażerkę" Andrzeja Munka, przecież film, którego nie ukończył ginąc przedwcześnie. Film skonstruowany z niepełnych materiałów. Film, w którym wierzy się w każdą scenę, w każde słowo, który ma siłę rażenia, zapada w pamięć, daje po głowie, uświadamia, pomaga zrozumieć. Film, w którym wspaniałe role stworzyły Aleksandra Śląska i Anna Ciepielewska.



(Aleksandra Śląska w "Pasażerce")

Po obejrzanej po raz trzeci "Pasażerce" nie umiem zaakceptować "Dzieci Ireny Sendlerowej". Nie ma we mnie zgody na taką nachalną, jednowymiarową opowieść bez dylematów. Jednym z najważniejszych, w moim odczuciu, filmów o przeprowadzaniu dzieci na aryjską stronę jest nieśmiertelny film Jana Łomnickiego "Jeszcze tylko ten las" z wielką rolą Ryszardy Hanin. Ten film widziałem cztery, może pięć razy i za każdym razem nie tylko odkrywam coś jeszcze głębszego niż poprzednio, ale też za każdym razem oglądam go ze ściśniętym gardłem. "Jeszcze tylko ten las" wyszedł na dvd i bardzo go polecam. Ta pełna wątpliwości i dylematów opowieść o zwykłej, ani specjalnie uczciwej ani specjalnie nieuczciwej kobiecie, która decyduje się przeprowadzić na aryjską stroną córkę "doktorowej", nie wychodzi z pamięć. To film, który naprawdę uświadamia to, czym była wojna, jacy są ludzie, i że nigdy nie znamy siebie do końca. Wiem, że film Jana Łomnickiego jest wieczny, że się nigdy nie zestarzeje, bo mówi prawdę w scenariuszu, w realizacji, w interpretacji ról, w przesłaniu.



(Ryszarda Hanin w filmie "Jeszcze tylko ten las")

Przy filmie Jana Łomnickiego "Dzieci Ireny Sendlerowej" są jak kreskówka. Przepraszam za ten słowotok, ale jest we mnie niezgoda, protest, bunt. Irena Sendlerowa zasłużyła na ważny film. Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Irena Sendlerowa uratowała dwa i pół tysiąca żydowskich dzieci. Irena Sendlerowa uratowała całą galaktykę, kilka galaktyk. Dzisiaj, na całym świecie żyje wiele tysięcy dzieci, wnuków i prawnuków tych dzieci, które wtedy uratowała. Wciaż daje życie kolejnym pokoleniom. Powtarzała: "Ciagle mam wyrzuty sumienia, że tak mało zrobiłam".



(Irena Sendlerowa, fot. Igor Morye)

Podziel się
oceń
0
0

Pieśń o mnie

piątek, 18 grudnia 2009 21:52
Teraz chwila dla mnie. Kieliszek czerwonego wina i płyta Nouvelle Vague. Jest dużo lepiej. Za chwilę muszę wrócić do pracy. Ale to za chwilę.
Dzisiaj, usiłując robić jakieś świąteczne prezenty poczułem się, jakby mnie ktoś wyciągnął z szafy, jak obsypany naftaliną. Jestem tak umęczony, że czuję się jak łach na dnie dużej szuflady. Nie pasują mi ubrania, buty, włosy ani skóra. Taki cień snujący się ulicami. To nie jest kryzys, ale taki stan chwilowy. Nagle zrozumiałem, do czego potrzebny jest koniec roku. Trzeba się po prostu obudzić. Wejść w nowy rok z nową siłą, energią i nowym duchem w sobie. Zdmuchnąć tę naftalinę i wyprosić mole.
Może dlatego tak silnie dzisiaj trafiły do mnie słowa Walta Whitmana, z książki "Pieśń o mnie", wydanej bibliofilsko przez Miniaturę, w nakładzie 17 egzemplarzy - właśnie ostatni, 17 egzemplarz podarowała mi z okazji Świąt Marta, rozczulając mnie tym pięknym prezentem.

"Walt Whitman, kosmos, syn Manhattanu,
Nieokiełznany, mięsisty, zmysłowy, ten, co je,
pije i płodzi,
Nie ckliwy, nie ten, co wywyższa się nad
kobiety i mężczyzn, albo też od nich stroni,
Nieskromny zarówno jak i skromny.
(...) To przeze mnie falą, falą przepływa natchnienie,
to przeze mnie - prąd i olśnienie.
(...) To przeze mnie przepływa tyle niemych głosów,
Głosy niezliczonych pokoleń więźniów
i niewolników(...)
Jestem bogiem na zewnątrz i wewnątrz,
czegokolwiek dotknę, staje się świętym,
Aromat moich pach cudowniejszy od modlitw,
Ta głowa jest czymś więcej niż kościoły,
biblie i wiary".
(przekład Andrzej Szuba)

Tak pisał o sobie Whitman. To dla mnie ciekawe, że właśnie dzisiaj to czytam. Myślałem ostatnio o Whitmanie, bo jeden z odcinków "Przystanku Alaska", który teraz oglądam nocami dla relaksu, kręcił się wokół niego właśnie, sprowokowany audycją "Chris o poranku". I pomyślałem sobie, że muszę do tego Whitmana zajrzeć, odkryć dla siebie.



"Zapisuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć
z trawy, którą kocham,
Jeśli zatęsknicie za mną, szukajcie mnie pod
podeszwą buta.

Ledwie będziecie wiedzieć, kim jestem i co
oznaczam,
Ale i tak będę wam niósł zdrowie,
Będę filtrem i fibrem waszej krwi.

Nie uda się mnie chwycić za pierwszym
razem - nie traćcie otuchy,
Nie znajdziecie mnie w jednym miejscu -
szukajcie w innym,
Gdzieś się w końcu zatrzymam, czekając
na was".

Pisał o sobie Whitman. Wcale nie byłoby źle być wobec siebie tak bezczelnie przenikliwym, szczerym i egotycznym jak Whitman.
Myślę, że Marta podarowała mi tę książkę w najlepszym z możliwych momencie.
Wracam do pracy. Za chwilę.
Jeszcze moje zażenowanie i oburzenie. Kiedy usłyszałem, że ktoś ukradł znad bramy do obozu Auschwitz tablicę z napisem "Arbeit mach frei" aż się wszystko we mnie zagotowało. Kim jesteśmy? Mnie to przeraża. To powoduje, że w ogóle przestaję czuć.
White Christmas. Już za chwilę.
Białe Święta.
Moc truchleje.
Noc.

Podziel się
oceń
0
0

Śnieg

czwartek, 17 grudnia 2009 20:41
Przyrosłem do komputera, nic, tylko pisanie. Właśnie zrobiłem trzecią kawą, żeby nad klawiaturą nie zasnąć. Bo już powieki zaczęły robić się ciężkie, mimo nie tak późnej pory. Marzę już o jednym, jedynym dniu wolnym, w którym nic bym nie musiał. Jakby mógł wyglądać taki wymarzony dzień?
Wstałbym wtedy, kiedy miałbym na to ochotę, poszedłbym do kiosku po gazety, spokojnie je przeczytał pijąc poranną kawę, posłuchałbym muzyki, na przykład Jimmy'ego Scotta, potem sięgnąłbym po którąś z książek na biurku i zapadł się w niej, schował, uciekł w tamten świat, jakikolwiek by był.
Na razie marzenia.
Ogród zasypany śniegiem. Kot Tutka raz tylko wychylił nos za okno i mniej więcej jak w kreskówce, błyskawicznie wrócił do domu. Za to wściekły na moje siedzenie przy komputerze. Czego Tuta nie wyczynia, żeby zwrócić na nią uwagę. Najzabawniejsza jest, jak znosi mi pod nogi takie długie gałązki zielonego stroika do ciętych kwiatów, taką jakby długą trawę. Wyciąga ją z wazonu i przynosi, żeby się bawić. Ale pojęcia nie mam, co się z takim zielskiem robi. Usiłowałem nawet wymyśleć jakąś zabawę, ale zbyt ograniczona wyobraźnia. Toteż Tuta patrzy na mnie z wyrzutem: "ale ciołek z ciebie". I ma rację. Chyba że jej się coś popieprzyło i myśli, że jest ptakiem i z tego zielska gniazdo buduje.
Staram się czytać nocami. Siedzę w powieści Olgi Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych". Podoba mi się to odwrócone myślenie. Kocham książki Olgi Tokarczuk, a tym razem napisała zupełnie inną, kryminał, akcja dzieje się w Bieszczadach, oczywiście zimno, śnieg, Janina Duszejko prowadzi prywatne śledztwo w sprawie... no właśnie nie mogę opowiadać za dużo. Świat ludzi i zwierząt. Zbrodnia i kara. Do tego całe bogactwo astrologiczno-numerologiczne. Zadzwoniłem wczoraj do Eli Czerwińskiej, że musi przeczytać, że tę powieść pokocha od pierwszego wejrzenia.
Czytam rozmowę Agnieszki Wójcińskiej z Wojciechem Jagielskim, reporterem wojennym, którego jedną z książek omawiałem ostatnio ze studentami dziennikarstwa. Rozmowa opublikowana jest w piśmie warsztatowym właśnie studentów Wydziału Dziennikarstwa UW "PDF". Jagielski mówi w niej: "Dziennikarze dziś zajmują się kreowaniem własnych postaci, a nie pisaniem o tym, co nas otacza. Dopuszczają się kłamstwa. Blogi są dla mnie zwierciadełkiem, które wyzwala w nas najgorsze rzeczy".
No, to i mnie się oberwało.
Ale cała rozmowa jest arcyciekawa i w dużym stopniu dotyczy warsztatu reportera, tego, jak rozmawia z trudnymi bohaterami, z ofiarami i z zabójcami, o tym, co jest rzetelnością reporterską i zawodową w ogóle. Muszę tę rozmowę wyciąć dla studentów, jeśli ją przegapili w druku.
Lubię czytać pisma warsztatowe wydawane przez studentów. Dużo się z nich dowiaduję. Lubię patrzeć poprzez autorów tych tekstów, tak, jak sam nie patrzę. Jest w tych tekstach dużo dobrej świeżości.
Od dzisiaj znów w Teatrze Na Woli "Lipiec" Iwana Wyrypajewa, jeden z moich ulubionych spektakli. W dzisiejszym "Dużym Formacie" o "Lipcu" pisze Kasia Rosłaniec, reżyserka "Galerianek". A pisze tak:
"Ten spektakl był niemal przeżyciem mistycznym dla mnie i chyba całej sali - publiczność siedziała jak zaklęta. Przed pójściem na przedstawienie przeczytałam tekst sztuki, bo wiem, że dla Wyrypajewa najważniejsze jest słowo. Kiedy już oglądałam spektakl, zachwyciło mnie, jak jest oszczędne w formie. Na scenie jest sama Karolina Gruszka, gra światło, muzyka, kostium zmienia się tylko raz. Dzięki temu drobne gesty nabierają ogromnego znaczenia. Karolina Gruszka, która gra tam 60-letniego mężczyznę, jest fenomenalna. Jej bohater mówi odrażające rzeczy, ale wierzy się w jego historię".
Bardzo mnie cieszy, że kolejne spektakle zdobywają sobie coraz to nowych zwolenników. Wierzę, że nie tylko ja oglądam ten spektakl po wielokroć. Jest w tej piosence coś bardzo elektryzującego, żeby nie powiedzieć hipnotycznego. Chce się jej słuchać, mimo że słowa pełne są okrucieństwa. Dziwny, wciąż dla mnie niezrozumiały mechanizm.
W Teatrze zaczęły się próby do dwóch nowych premier. Coraz więcej się dzieje.
Wracam do roboty, a w prezencie z okazji śniegu wklejam kilka zdjęć zaskoczonej jak drogowcy śniegiem Tutki.













Podziel się
oceń
0
0

mycie okien

niedziela, 13 grudnia 2009 12:28
Poranna rozmowa z Martą.

M: Ją chyba znała Zosia N. Muszę zapytać.
R: Która Zosia N.?
M: No, żona Tadeusza.
R: Tego poety?
M: Aha.
R: Tego od wierszy wiejskich.
M: No mówię, Zosia.
R: Przecież nie żyje.
M: Kto? Zosia?
R: Wydaje mi się, że widziałem nekrolog.
M: Zosi? Przecież bym coś słyszała.
R: A kiedy z nią rozmawiałaś ostatnio?
M: Latem chyba. Była w dobrej formie.
R: No, wiesz, to długo. Różnie bywa.
M: Ktoś by mi powiedział. A gdzie widziałeś ten nekrolog?
R: W Gazecie. Chyba, że to ktoś inny, tylko to samo nazwisko.
M: Czekaj, zaraz zadzwonię do Ziuty i ją zapytam. Muszę zadzwonić natychmiast, bo nie wytrzymam. Oddzwonię do Ciebie.
(po chwili)
M: Mam dobrą wiadomość, Zosia N. wczoraj myła okna.
R: Przekaż, proszę, że bardzo mnie ucieszyło, że ma okna czyste.

Podziel się
oceń
1
0

Fragment twarzy, fragment profilu

sobota, 12 grudnia 2009 23:30
Liczę, ile zostało mi jeszcze do emerytury, ale jeszcze kilka lat zostało. Gdybym był na przykład policjantem mógłbym przejść na emeryturę po piętnastu latach pracy, czyli jakoś tak chyba za dwa lata... Albo mi odbija, skoro tak zacząłem liczyć czas do wieku emerytalnego. Zanurzony jestem w pracy, właściwie od rana do późnej nocy, czasem wręcz kładę się nad ranem i tak to się kręci.
W poniedziałek kolejna warszawska promocja książki "Hotel Europa", a przecież do Świąt muszę oddać do druku kolejną, nad którą pracuję od jakiegoś czasu. Mogę już o tym napisać, bo mówiłem już o niej w telewizji, więc tajemnicy nie ma. To wywiad-rzeka z Marianem Kociniakiem, po jego pięćdziesięcioletnim milczeniu, co znaczy tylko, że przez pół wieku pan Marian nie udzielał wywiadów, a teraz postanowił się zwierzyć, szczerze i to właśnie mnie, więc jestem szczęściarzem i farciarzem w jakimś sensie, bo pan Marian nie tylko gra w "Oczach Brigitte Bardot" (na przykład jutro w Teatrze Na Woli), ale i u nas w teatrze w styczniu będzie świętował swój Jubileusz 50-lecia pracy artystycznej spektaklem "Bomba" Macieja Kowalewskiego. Nasza wspólna książka nazywa się "Spełniony",  będzie bogato ilustrowana zawodowym i artystycznym archiwum fotograficznym pana Mariana i ukaże się pod koniec lutego. W każdym razie taki jest i harmonogram i plan. A już za parę dni, bo 17 stycznia ukaże się styczniowy numer "Zwierciadła", w którym to miesięczniku od stycznia mam swoją rubrykę pod hasłem "Teren pod ochroną", a tam również szczera rozmowa pana Mariana właściwie o biografii, fakty kompletnie nieznane, więc polecam uwadze.
Robię sobie przerwy tylko na obejrzenie kultowego dla mnie "Przystanku Alaska" i znów na nowo zakochuję się w tym filmie, w jego bohaterach, w nieokiełznanej wyobraźni scenarzystów.
Któregoś dnia, biegnąc z jednych zajęć na drugie, wczoraj, może przedwczoraj, zajrzałem do księgarni tanich książek, czyli na tzw. koszyki (od ulicy Koszykowej) i znalazłem skarby.
Po pierwsze Umberto Eco "O bibliotece" za złotych pięć. Strona 47: "Tak więc jeśli biblioteka jest, jak chce tego Borges, modelem wszechświata, staramy się uczynić z niej wszechświat na miarę człowieka, a przypominam, że biblioteka na miarę człowieka to znaczy także biblioteka radosna, zapewniająca możliwość wypicia kawy ze śmietanką".
Dzisiaj na zajęciach ze studentami omawiałem reportaże Wojciecha Jagielskiego i Wojciecha Tochmana, a dyskusja była ciekawa, inspirująca, gorąca.
Kolejny skarb z koszyków? "Dzieje rodzin polskich" Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Złotych pięć.

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

IV. ZBIORY

ten wielki dom jest za wielki
dla mnie i dla mojej matki
umierającej w łóżku po Argasińskiej
dla książek upchanych w kilku

pokojach i na strychu który też jest
po kimś pewnie po Argasińskiej (wszędzie tu
straszy) a w każdej książce znajduję
stronę z pieczątką pozostawioną wszelako

przez śmierć: oprócz pajęczyny w wilgotnym
zakątku która też jest po kimś pewnie
po Argasińskiej jest ten spis zagadnień
na końcu nieprzeczytanej książki

Kolejny skarb? Włodzimierz Odojewski "Oksana". Złotych trzynaście.
Strona 122: "Za przesłoniętymi do połowy weneckimi oknami w hotelowym ogrodzie poranny chłód zdawał się już wyssany z roślinności przez słońce do końca; minęła dawno dziesiąta".
I książka, której długo szukałem.
Czesław Czapliński i Andrzej Walczak "Wszechświat ks. Jana Twardowskiego". Złotych dziesięć. Piękny i wzruszający album fotografii z mieszkania ks. Jana, które tak często odwiedzałem i które było dla mnie takie gościnne i znów widzę kaflowy piec zapisany flamastrami, drewniane figurki i gliniane ptaszki na oknie, zielone, drewniane, niskie drzwi, w których ks. Jan musiał się uchylać, wchodząc do domu. Na jednej ze stron, przy fotografii dłoni księdza Jana trzymających stos rękopisów: "Chciałbym zostawić skromną pamiątkę po sobie. Nie wiem tylko czy nie jest to próżność?".
Kiedyś jechaliśmy razem pod Warszawę, do Błonia, gdzie prowadziłem spotkanie Księdza. Siedziałem na tylnym siedzeniu. Ksiądz siedział z przodu. Zrobiłem mu fotografię. Fragment twarzy, fragment czapki, lusterko. Mam różne zdjęcia Księdza robione u Wizytek, to lubię najbardziej. Zatrzymało tę chwilę, kiedy byliśmy w drodze.
Wertuję karty kupionych tanio książek. Zaglądam w ich skromność.

Podziel się
oceń
0
0

Szczygieł wygrywa

środa, 09 grudnia 2009 19:36
Wiadomość z ostatniej chwili:

Mariusz Szczygieł laureatem europejskiej nagrody literackiej za rok 2009, za książkę "GOTTLAND".

Tak się cieszę!


Podziel się
oceń
0
0

Podróże na Północ

środa, 09 grudnia 2009 19:24
Mam ostatnio więcej pracy niż zwykle. Wczoraj skończyłem prawie nad ranem. Dzisiaj zrobiłem sobie wolne popołudnie i zafundowałem "Przystanek Alaska". To był mój ulubiony serial, kiedy chodziłem do liceum. Nie przegapiłem żadnego odcinka, a nawet zapisałem się do jakiegoś fanklubu "Przystanku", odbywały się zloty fanów serialu w Olecku. Dobre czasy. Przez lata miałem w pamięci różne epizody z serialu i jego bohaterów-oryginałów. I teraz, kiedy wyszedł na dvd, oglądam dawkując sobie odcinki i jakbym znów pojawił się w domu. Bo na tę prawie godzinę filmu zamieszkiwałem w Cicely, niewielkim miasteczku na Alasce. A w moim dawnym pokoju w Starogardzie do dzisiaj nad biurkiem wisi zdjęcie z dedykacją Ruth-Anne, czyli Peg Philips, aktorki grającej właścicielkę sklepu. Pamiętam ten ekscytujący moment, kiedy zaczynał się film, charakterystyczna muzka, łoś przechodzący ulicą i namalowany na ścianie budynku napis "Roslyn's Cafe". I teraz znów tam się przenoszę, uciekam tam od pracy, i ta sentymentalna podróż wstecz jest dla mnie wciąż nowa,  chociaż dobrze znana.



Kiedy jestem tak bardzo zajęty, jak teraz, uciekam w poezję. Czytanie poezji, tej esencji sztuk, skutecznie mnie wycisza, zamyka w sobie. Wczoraj przyszedł pocztą tomik wierszy Sergiusza Jesienina w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego. Zamówiłem tę książkę po obejrzeniu w Teatrze Ateneum monodramu Oleny Leonenko "Jesienin" wg scenariusza Janusza Głowackiego, w reżyserii Józefa Opalskiego. Spektakl produkowała bliska mi agencja GreenLight.
Przejmujący los poety, który żyje ze sporu ze światem. Przejmujący los inteligencji wyrżniętej w ZSRR. Kiedy na scenie, Olena Leonenko opowiada, co stało się z ludźmi bliskimi Jesieninowi, ściska za gardło. Historia, całkiem nieodległa, a dzięki temu spektaklowi okrutnie bliska.

Sergiusz Jesienin

SIOSTRZE SZURZE

Ty zaśpiewaj mi tę starą piosenkę,
Którą matka nuciła nam, wiesz.
Zgasłych marzeń zapomnę udrękę
I spróbuję zaśpiewać ją też.

Wciąż w pamięci mam każde jej słowo.
Trwóg i wzruszeń nie lękam się ja,
Gdy w rodzinnym domu na nowo
Zabrzmi czułość, co w głosie twym drga.

Śpiewaj, śpiewaj! Przy pieśni tej wtórze,
Którą tak jak i ja dobrze znasz,
Ledwie tylko powieki me zmrużę,
Widzę znowu twą drogą mi twarz.

Śpiewaj, śpiewaj! Jest mym pocieszeniem,
Że nie tylko ja kocham do dziś
Furtkę sadu i złote jesienie
I opadły jarzębiny liść.

Śpiewaj! Łatwiej, radośniej mi będzie
Z zapomnienia wydobywać dna
Stadko kur nadąsanych na grzędzie,
Starą matką, gdy karmić je szła.

Mgieł tumany i srebrzyste rosy
Pokochałem aż po kres mych dni,
Brzóz kibicie, złociste ich włosy
I płócienne sarafany pni.

Nic ze smutków mych już nie zostało,
Bo mam pieśń, wina łyk w dzbanie tym.
W tobie brzózkę ujrzałem dziś białą,
Tę, co rosła pod okienkiem mym.

(1925)

przekład Andrzej Lewandowski.



(Jesienin z Isadorą Duncan)

Podziel się
oceń
0
0

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  802 761  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Agencje, które mnie reprezentują

Blisko

Blogi

Intrygujące

Kino

Literatura

Muzyka

Pamięć

Paryż/Paris

Prasówka

Radio/TV

Sztuka

Teatr

Uczta Babette

Ważne

Wydawcy moich książek

O mnie

Autor książek m.in. "Rozum spokorniał. Rozmowy z twórcami kultury" (2000), "Bagaże Franza K. czyli podróż, której nigdy nie było"(2004), "Bądź moim Bogiem" (wydawnictwo WAB 2007), dedykowanej postaci Wiery Gran, "Hotel Europa. Rozmowy" (Prószyński i S-ka 2009) a także ukazującej się właśnie książki "Spełniony" - wywiadu-rzeki z Marianem Kociniakiem. Autor sztuk teatralnych: "Na gałęzi", "Biografia", "Uwaga - złe psy!", "Naznaczeni", "Błękitny diabeł", "SM", "First Lady", "Oczy Brigitte Bardot" a także scenariuszy spektakli "Patty Diphusa" wg. Pedro Almodovara i "Marilyn i Papież".
Kontakt:
Agencja Artystyczna GreenLight
agata.kabat@greenlight.art.pl (Agata Kabat)
www.greenlight.art.pl (PROWADZI RÓWNIEŻ SPRZEDAŻ MOICH KSIĄŻEK)
a także
Agencja Artystyczna GRAMI: www.grami-art.pl
TUTAJ KUPISZ TEŻ MOJE KSIĄŻKI

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl