Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 213 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

jeszcze słówko

czwartek, 28 grudnia 2006 23:25
KurierPlus.com
http://kurierplus.com/?module=displaystory&story_id=2444&format=html

Jak Dietrich

By Marta Sztokfisz

Barbara Krafftówna, wybitna aktorka teatralna, filmowa, kabaretowa i radiowa 20 listopada 2006 roku obchodziła 60-lecie pracy twórczej. Wystąpiła w Teatrze Narodowym w monodramie- "Błękitny Diabeł" Remigiusza Grzeli � gatunku dotychczas nie uprawianym.

Barbara Krafftówna, wybitna aktorka teatralna, filmowa, kabaretowa i radiowa 20 listopada 2006 roku obchodziła 60-lecie pracy twórczej. Wystąpiła w Teatrze Narodowym w monodramie � "Błękitny Diabeł" Remigiusza Grzeli � gatunku dotychczas nie uprawianym.

Felicja z filmu "Jak być kochaną", Honorata z serialu "Czterej pancerni i pies", uczennica słynnego Studia Galla...

Iwo Gall zaraził ją miłością do sztuki i wpoił poczucie odpowiedzialności. Talent nosiła sobie od dziecka, a pielęgnowała go, rzeźbiła tak starannie, że do dziś uchodzi za perfekcjonistkę i tytana pracowitości.

 

Debiutowała 20 listopada 1946 r. w "Homerze i Orchidei" Gajcego na scenie Teatru w Gdyni w miejscu, w którym mieści się teraz scena Teatru Muzycznego. W Warszawie grała między innymi w takich teatrach jak Komedia, Dramatyczny, Współczesny i właśnie w Teatrze Narodowym. Ostatnim spektaklem, w którym wystąpiła w Warszawie w 1982 r był "Koriolan" w reżyserii Krzysztofa Kelma w Teatrze Dramatycznym.

W 1983 roku wyjechała do Los Angeles na zaproszenie Leonidasa Ossetyńskiego � aktora i reżysera mieszkającego na stałe w USA. Wystąpiła tam w "Matce" Witkacego. Za tę rolę � zagraną w języku angielskim � otrzymała nagrodę prestiżowego miesięcznika "The Drama Logue".

Na swój warszawski jubileusz Barbara Krafftówna przygotowała "Błękitnego Diabła" � monodram, który specjalnie na tę okazję napisał dla niej Remigiusz Grzela. Sztuka jest opisem stanu świadomości Marleny Dietrich � wielkiej gwiazdy światowego kina. Jesteśmy świadkami ostatnich lat życia kobiety osamotnionej i chorej, która postanowiła, że świat nie zobaczy jej słabej i zdegradowanej.

Można się było spodziewać posępnego dramatu, ale Barbara Krafftówna z wielką finezją oddała emocje człowieka, który nie tylko cierpi, ale jest autoironiczny, dowcipny, bystry i tak zajmujący, że ponadgodzinny spektakl wydawał się chwilką zaledwie, spędzoną z tą wielką aktorką o posturze chucherka.

Podziwiam nie tylko talent, ale i odwagę artystki. Czego ona nie robiła na wielkiej scenie Teatru Narodowego? Tańczyła, śpiewała, a nawet przebrała się na naszych oczach w słynną srebrną suknię, symbol seksapilu Dietrich.

Zmierzyła się z legendą światowego aktorstwa i wyszła z tej próby zwycięsko. Wygrała każdy niuans. Z gęstego tekstu dramatu wydobyła wszystkie odcienie, dodając własną, motylą wręcz wrażliwość, sarkazm i poczucie dobrego smaku.

Barbara Krafftówna długo szukała czegoś interesującego na ten wyjątkowy wieczór. Monodramu do tej pory nie lubiła, nigdy w tym gatunku nie wystąpiła. Do czasu aż natrafiła na tekst napisany właśnie dla niej � na gorąco, kończony tuż przed próbami.

Nie wiem, co czuła tego wieczoru, oprócz wzruszenia i radości, że spektakl był sukcesem. Czy przypomniało się jej pierwsze wyjście na prawdziwą scenę, do którego przygotował 18- letnią wówczas Basię Iwo Gall? A może, jak klatki filmu przewinęło się jej w pamięci 60 lat pracy, miłości którą nas obdarza � uczucia odwzajemnionego?

Publiczność nagrodziła aktorkę owacjami na stojąco. Potem były kosze kwiatów, przemówienia okolicznościowe i dekoracja medalem Gloria Artis. A także dowody uznania kolegów ze środowiska. Kazimierza Kutz, reżyser i senator zarazem, ukląkł przed Jubilatką. To wielce znamienny gest, ponieważ ten artysta nie jest skłonny do przesadnych, egzaltowanych zachowań. Najwyraźniej był pod wrażeniem.


CopyrightKurierPlus.com


Podziel się
oceń
0
0

Lepszego roku

czwartek, 28 grudnia 2006 23:03
Napiszę więcej po 2 stycznia. Wróciłem do Warszawy na jeden dzień, jutro skoro świt do Paryża przez Kraków. Wpadam telegraficznie. Z życzeniami lepszego roku dla nas wszystkich, i dla Polski.

Podziel się
oceń
0
0

Ból

czwartek, 21 grudnia 2006 22:14
Dzisiaj czytałem w rękopisie dzienniki córki Poli Gojawiczyńskiej, autorki "Dziewcząt z Nowolipek", "Rajskiej jabłoni" a także wstrząsającej autobiograficznej powieści "Krata" o kobietach na Pawiaku. "Kratę" skończyłem czytać wczoraj. Wciąż mam w głowie niektóre sceny. Córka pani Gojawiczyńskiej, pisała po śmierci matki:  "Im dłużej to trwa, tym gorzej znoszę moją samotność. A jednocześnie w pokoju nie ma już tego zapachu świeżości - nie ma Szyperka, mojej małej mamusi." I w innym miejscu: "Siedzę w kawiarni Kryształowa w Katowicach. To tu matka przesiadywała, gdy była w Katowicach, stąd pisała listy do Jaracza. Tu, pod tym filarkiem, gdzie ja siedzę, czy na jednej z kanapek? W małej salce czy na dużej, czy może w salce po schodkach? Gdzie jesteś Szyperciu, pamiętaj o mnie."
Ból opisywany przez wiele miesięcy. Wstrząsający. Chciałem tu zacytować chociaż te dwa fragmenciki.


Podziel się
oceń
0
0

prezenty

środa, 20 grudnia 2006 14:20
Paula w komentarzu do poprzedniego wpisu podsunęła mi myśl podpowiedzi prezentów świątecznych. Moim zdaniem pomysł świetny. Oczywiście pokierowanych wyłącznie moim gustem. Poza autoreklamą, czyli Bagażami Franza K., bo uważam, że to prezent na każdą okazję, bardzo polecam:

książki
Pedro Almodovar "Volver" - scenariusz filmu
Olga Tokarczk "Anna In w grobowcach świata"
Krystyna Kofta "Monografia grzechów. Z dziennika..."
Hanna Krall "Król kier znów na wylocie"
Mariusz Szczygieł "Gottland"
Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli"
Anna Bikont, Joanna Szczęsna "Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu"
ks. Jan Twardowski "Autobiografia. Myśli nie tylko o sobie"
Ewa Beynar-Czeczott "Mój ojciec Paweł Jasienica"
Arturo Perez-Reverte "Huzar"
Isabel Allende "Paula"
Martin Pollack "Śmierć w bunkrze"
Aniela Rubinstein "Kuchnia Neli"
Simon Jennings "Podręcznik artysty", wydała Muza - niezbędne materiały i techniki rysunku i malarstwa
Marta Fox "Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych" (również audiobook)

filmy dvd
F. Ozon "Czas, który pozostał"
J. Łomnicki "Jeszcze tylko ten las"
"Propaganda PRL-u" - kolekcja kronik filmowych
Kazimierz Karabasz "Polska szkoła dokumentu"
J.J. Kolski "Jasminum"
D. Kędzierzawska "Jestem" i "Diabły, diabły"
R. Bugajski "Przesłuchanie"
P. Almodovar - pakiet pięciu filmów
A. Barański "Kobieta z prowincji", "Kramarz"
Ł. Barczyk "Przemiany"
K. Krauze "Mój Nikifor"
I. Cywińska "Kochankowie z Marony", "Boża podszewka" - 4 płyty.

muzyka
"Siesta - Marcin Kydryński prezentuje"
Diana Krall "Live in Paris", "Girl in the other room", "The look of love"
Norah Jones "Come Away with Me"
Urszula Dudziak "Magic Lady"
Mariza "Concerto Em Lisboa"
Dorota Osińska "Idę"
Grzegorz Turnau "Historia prawdziwej podróży"
"Nick Cave i Przyjaciele"



Podziel się
oceń
0
0

Artyści... element przestępczy

poniedziałek, 18 grudnia 2006 21:58
Dzisiaj rano skończyłem czytać dzienniki Krystyny Kofty. To ciekawe, móc spojrzeć cudzymi oczami na ludzi, których się zna, albo o których się czytało. Zachłannie tropiłem wzmianki lub większe fragmenty dotyczące Anny Boleckiej, Tomasza Jastruna... Rozszyfrowywałem zakamuflowane nazwiska. Dzienniki dają możliwość podglądania, czyli żywią w czytelniku niepokojącą ciekawość, wychodzącą daleko poza zainteresowanie literaturą. Dzienniki Krystyny Kofty to ogromna, ponad 500-stronica opowieść o  PRL-u, kończąca się na roku 1989. Polityka, życie, pisanie, wzajemne przenikanie się. Plus erotyka, napięcia, konflikty. Wszystko razem powoduje dynamikę, która wciąga jeszcze bardziej. Momentami czyta się jak powieść, zwłaszcza fragmenty dotyczące choroby i umierania Jonasza Kofty. Poza tym Krystyna Kofta stworzyła możliwość podejrzenia jej warsztatu, jej ćwiczeń pisarskich. Często też poznania pomysłów na książki, opowiadania, sztuki teatralne. A nie wszystkie pomysły wcieliła później w słowo. Zajrzeć do cudzej szuflady. Jest tam fragment, kiedy do domu Koftów ma wprowadzić się ich przyjaciel, bodajże Dru, który ma zaopiekować się mieszkaniem pod ich nieobecność. Krystyna pisze, że będzie musiała zapakować dzienniki i schować je przed nim, bo na pewno zajrzy do nich, jeśli znajdzie. Teraz dała tę możliwość wszystkim, którzy zechcą tę książkę kupić. Pozwoliła włamać się do szuflady własnego biurka. Przypomniał mi się taki pasus z "Pamiętnika" Pawła Jasienicy: "Rozpocząwszy przed dwoma miesiącami siódmy krzyżyk, zasiadłem oto do pisania mej dwudziestej pierwszej książki, czyli pamiętnika. Cóż bardziej normalnego u literata, który od najwcześniejszego dzieciństwa przejawiał nałogowe zainteresowanie dla historii, w jej zakresie odbył studia uniwersyteckie, poświęcił jej większość swych wspomnianych przed chwilą wypracowań i był świadkiem interesujących zjawisk dziejowych? W pewnych okolicznościach  postępowanie logiczne może się okazać karygodną lekkomyślnością. Nie wiem, nikt nie może mi zaręczyć, jaki będzie los tych pokrytych pismem kartek, czemu i komu one posłużą. Mój dom wcale nie jest moją twierdzą. Nie jestem panem szuflady własnego biurka."
Tyle że Jasienica miał na myśli zupełnie co innego.
Wspomnienia, dzienniki to nie to samo, co biografia. Zupełnie inny rodzaj biografii, kupiłem dzisiaj w prezencie dla samego siebie. "Irena Kwiatkowska dla dorosłych i dla dzieci" dwupłytowy album DVD wydany przez Telewizję Polską. Album perełka, polecam wszystkim na Święta i nie tylko. Ale prezent doskonały. Na pierwszej płycie Kwiatkowska śpiewa piosenki z Kabaretu Starszych Panów, z Divertimenta i z Kabaretu Jeszcze Starszych Panów. Są tam moje ulubione "Tango kat", "Zosia i ułani", "Prysły zmysły", "Przeklnę was", "Shimmy szuja", "Ballada o dr. Praszczatku". Kilku w ogóle wcześniej nie słyszałem, np. "Walczyka przy ognisku", czy "Listu" do muzyki Chopina (Preludium Des-dur op. 28 nr 15). Druga płyta to monologi, skecze, scenki i piosenki. A wśród nich "Żona Wacia", "Sierotka", "Dwie kolejki" i skecz, którym kiedyś się zachwyciłem absolutnie "Wyskocz pan" o połączeniach kolejowych. Druga płyta to też Kwiatkowska dla dzieci, z najbardziej znanym "Ptasim radiem", przy którym się wychowałem. Miałem w domu taką płytę analogową. Poza tym na obu płytach zamieszczona jest rejestracja Wielkiej Gali Urodzinowej Ireny Kwiatkowskiej, czyli obszerne fragmenty "Zielonej gęsi" z Teatru Polskiego i nie tylko. Album palce lizać za bardzo przystępną cenę 29,99 PLN. Irena Kwiatkowska, mistrzyni. Dla wszystkich wielbicieli teatru i słowa.
Mam nadzieję, że zachęciłem do zakupu. A, zacytuję jeszcze anegdotę samej pani Ireny, zamieszczoną na okładce albumu: "... kiedyś bardzo śpieszyłam się na przedstawienie i nie miałam miejsca, aby zaparkować samochód. W końcu postawiłam tam, gdzie nie wolno. Wychodzę po przedstawieniu, a tu stoi milicjant i wypisuje mandat. Tłumaczę, co i jak, że praca... I pani nazywa to pracą? - skwitował mnie krótko. Chyba uznał mnie za, jak to się wtedy mówiło, element niepewny, może nawet przestępczy. Skoro nie pracuję, według niego, a mam samochód..."

Urodziny obchodzi dzisiaj Janusz, mąż Marty F., pisarki. Składając mu życzenia wyraziłem nadzieję, że napisze kiedyś książkę o trudnym życiu z artystką pod tytułem "Moje życie z pisarką Magdą Doc."


Podziel się
oceń
0
0

Cyrulik sewilski

niedziela, 17 grudnia 2006 11:09
Za cienką ścianą mieszkała przed laty Ewa Bandrowska-Turska, o której pisze się, że była śpiewaczką wszechstronną. Jako pierwsza polska śpiewaczka występowała po wojnie w Niemczech. Śpiewała na wszystkich kontynentach. Zachowały się nagrania. Cytowałem tutaj niedawno Iwaszkiewicza, z "Alei Przyjaciół", który przywołuje to mieszkanie i mieszkanie Arnolda Szyffmana, na piętrze.
Pod ścianą stoi łóżko. Obudził mnie dzisiaj sopran, aria z "Cyrulika Sewilskiego". Omal przytknąłem głowę do ściany. Sopran sączył się przez mury, a mnie nie chciało się wstawać. Przez jeszcze nie rozsunięte okiennice wpadało słońce. Zima taka ładna i ciepła w tym roku. "Cyrulika" słuchała sąsiadka, z którą najczęściej rozmawiam przez płot dzielący ogrody, najczęściej o kotach. Ostatnio uczestniczyłem w akcji zdejmowania Rudzielca z brzozy stojącej po tej stronie ogrodu. Rudzielec jest młodym kotem, który zamieszkał w ścianach Bandrowskiej-Turskiej. Mieszka tam też Tygrys, duży Kot, nieprzyjaciel Kota Tutki, ale Tutka wabi go, kokietuje, a potem ucieka. A, i jeszcze - no wstyd, przyznam się, tam mieszka Remi. Stoimy kiedyś w ogrodzie z Małgosią Rożniatowską i ktoś woła: "Remi, Remi..." Patrzymy, to sąsiadka, wołająca jamnika.
A Remi z uchem przy ścianie wsłuchany w "Cyrulika"...
Muszę któregoś dnia zapytać, czy właścicielka Rudzielca, Tygrysa i Remiego jest krewną (córką?) Bandrowskiej-Turskiej. Czy głos Bandrowskiej obudził mnie dzisiaj? Pomyślałem, że przecież przed laty, kiedy ćwiczyła, w tym miejscu, za ścianą była słyszalna. Czy słuchał ktoś? Przypomniało mi się kapitalne opowiadanie, jedno z moich ulubionych, "Ariadna na Naksos" Olgi Tokarczuk ze zbioru "Gra na wielu bębenkach", opowiadanie, którego inspiracją była historia opowiedziana mi kiedyś przez Annę Bolecką. To Anna Bolecka tak kiedyś słuchała, przez podłogę... O Ani B. czytam od kilku dni, bo jest jedną z bohaterek dzienników Krystyny Kofty.
"To nie było śledzenie. To za wielkie słowo - po prostu znała rozkład dnia śpiewaczki. Rano była w domu. Ranek milczał. Zaczynała śpiewać koło południa, potem zapadała cisza. Potem jeszcze raz ożywiała się gdzieś około trzeciej, czasem na godzinę, dwie. I cisza. " (Olga Tokarczuk).
PS
Wiem, że z tego opowiadania powstaje film z Gabrielą Muskałą jako śpiewaczką i Ewą Kasprzyk, jej sąsiadką.


Podziel się
oceń
0
0

Choinka

sobota, 16 grudnia 2006 22:50
Czuję się trochę jakbym mieszkał na Stawisku, albo przesiąkł jego atmosferą. Siedzę w tekstach Iwaszkiewicza, odkrywam wciąż na nowo, smakuję styl. Słucham tego, co nie zostało powiedziane. Właściwie znakomity sposób na wyciszenie przed Świętami. Niestety, robota mnie goni, staję się coraz bardziej skrótowy. Za to dzisiaj ubierałem choinkę. To w ogóle pierwsza choinka w tym mieszkaniu. Cały dzisiejszy dzień wokół niej. Uparłem się, żeby była bajkowa. Bardzo długo wybierałem ozdoby: motyle, renifery, mikołaje... Choinka przyjechała z Konstancina. Chciałem świerk w doniczce, tak by móc go potem postawić na tarasie albo wsadzić w ogrodzie. Zgrabna. Jednak największy problem miałem z kupieniem lampek, bo okazało się to dzisiaj w centrum Warszawy absolutnie niemożliwe. W końcu znalazłem takie stoisko koło Centrum Galerii, to nie są takie lampki, jakie bym sobie wymarzył, ale trudno. Zdziwiło mnie miasto. Sobota, tydzień przed Świętami, przed ósmą wieczór. Poza Domami Centrum właściwie wszystko zamknięte. Nowy Świat pozamykany na kłódki. Rzeka ludzi przelewa się w obie strony, szukając otwartego butiku, księgarni, perfumerii. Ale wszystko jest closed. Nie rozumiem tego zupełnie. Jest koniunktura, to właściciele powinni przedłużyć godziny otwarcia.
Ale szczerze, to szukanie ozdób było bardzo miłe. A teraz, kiedy choinka stoi, palą się lampki, kot Tutka poluje na bombki, jest dom.
Wkleiłem dzisiaj trochę zdjęć do blogowej galerii. Migawki z wyjazdów tegorocznych: Egipt, Rzym, Paryż. Może uda mi się jeszcze dokleić zdjęcia z Bangkoku, jeśli będę miał siłę, ale to już nie dzisiaj.


Podziel się
oceń
0
0

Zawrócić czas

czwartek, 14 grudnia 2006 23:22
Dzisiaj z panią Izą Cywińską i z panią Marią Iwaszkiewicz na Stawisku. Niesamowite przeżycie, kiedy pani Maria, będąca tam przecież u siebie, w domu, nie w muzeum, więc zobaczyłem prawdziwy dom, opowiadała o przeszłości, wskrzeszała wspomnienia, ożywiała miejsca, zaludniała ten dom postaciami, których już nie ma. Później cudowny spacer wokół Stawiska. Tu stał dom, w którym mieszkały ciotki, to jest sosna, którą ojciec najczęściej opisywał, tam, gdzie ulica, była aleja prowadząca nad staw... Miałem przed oczami scenę z Titanica, w której Gloria Stuart (Rose) opowiada o statku, który pamięta, o świecie, z którego się uratowała. Ożywia odnaleziony wrak Titanica.


Podziel się
oceń
0
0

monografia grzechów

środa, 13 grudnia 2006 10:24
Rocznica wprowadzenia stanu wojskowego. Od kilku dni pochłaniam Krystyny Kofty "Monografia grzechów. Z dziennika 1978-1989". Podglądam, podsłuchuję, rozszyfrowuję zakamuflowane nazwiska. Świetnie opisana atmosfera tamtych lat. Szesnastometrowe mieszkanie na Mokotowskiej, pełne ludzi, miejsce do mieszkania, pracy, kłótni, kochania się, przyjmowania gości, Dom Literatów i SPATIF w jednym. Erotyka. Napięcie. Czołgi na ulicach.  Ten dziennik czyta się trochę jak powieść.
Pod datą 12 grudnia, z soboty na niedzielę K. Kofta zanotowała: "W naszej bramie stoi ZOMO i informuje ponurym automatycznym głosem: Przejścia nie ma, przejścia nie ma. Ulica jest zamknięta, ulica jest zamknięta. I stają obaj tak, by zatarasować kwadratowym ciałem przejście(...) Wracamy do domu, myślę, że trzeba do kogoś zadzwonić, coś zrobić. Biorę telefon - głuchy. Dru, który poszedł do siebie, spotkał po drodze księdza wracającego ze szpitala przy Barskiej, z ostatniego namaszczenia. Powiedział mu ów ksiądz, że wprowadza się stan wojenny." I następnego dnia: "Zaczęto odczytywać dekrety wojenne, z których wynika, że każdego można za nic zamknąć albo rozstrzelać."

Obejrzałem w poniedziałek teatr telewizji "Norymberga" Waldemara Krzystka, zrealizowany według tekstu Wojciecha Tomczyka. Z podziwem słuchałem tekstu, który zbudowany jest tak, że z zawodowego spotkania dziennikarki (Dominika Ostałowska) z pułkownikiem UB (Janusz Gajos) staje się właściwie psychodramą, sytuacją bez wyjścia, w której ten UB-ek ją więzi, mimo że fizycznie tego nie robi, uzależnia ją od siebie, a właściwie od - jak się okaże - ich wspólnej historii. Na początku opowieść jest wolna, ale w pewnym momencie łapie tempo, rozkręca się i ma się wrażenie, że poszła za daleko, bo jest bardzo klaustrofobiczna, tak że widzowi nie chce się w niej być, ale nie ma wyjścia, staje się - podobnie jak dziennikarka - więźniem UB-eckiej historii.

Podziel się
oceń
0
0

"Chciałam ci tylko powiedzieć"

poniedziałek, 11 grudnia 2006 11:32
Wczoraj późno wieczorem w TVP2 wstrząsający spektakl Teatru TV "Chciałam ci tylko powiedzieć" Małgorzaty Imielskiej, w jej reżyserii, z Mają Ostaszewską i Anną Dymną. Spektakl oparty na bardzo prostym, co spowodowało, że stał się jeszcze silniejszy, pomysłem. Na kanapie, przed telewizorem siedzi kobieta (Anna Dymna), wygląda trochę jak stalinowski prokurator, trochę jak antypatyczna pani z sąsiedztwa, trochę jak PRL-owska bufetowa (włosy upięte w wysoki kok, paznokcie pomalowane na srebrny), ogląda kasetę nagraną przez córkę (Maja Ostaszewska). To zapis czegoś w rodzaju dziennika, albo wideo-bloga. Córka opowiada najpierw o swoim szczęściu, o córeczce, o mężu, ale w trakcie dokonuje się jej autodestrukcja. Ten świat rozpada się. Mąż ląduje na zamkniętym oddziale w zakładzie psychiatrycznym. Córka, jak się okaże, też nie jest zdrowa. Dziewczynka zostaje zabrana do domu dziecka. Wiemy od początku, że wydarzyła się ogromna tragedia. Wiemy to z zachowania Dymnej. Właściwie mówi w tym spektaklu tylko kilka zdań, właściwie gra jej twarz, która tworzy tę postać, jej rys psychologiczny. Właśnie mimika, napięcie, sposób, w jaki zaciska wargi przekonuje nas, że jeśli wydarzyła się jakaś tragedia, to ta kobieta też ma w niej swój udział. W jej emocjach jest więcej niż ból z powodu cierpienia kogoś bliskiego. Od początku czujemy, że walczy ze sobą, że się samobiczuje, bo ma ogromne wyrzuty sumienia. Wielka rola zagrana samymi emocjami. Anna Dymna po raz kolejny pokazała, że jest aktorką absolutną. Zdobyła mnie sposobem, w jaki kreowała tę postać. Lękiem, jaki czujemy. Lękiem pomieszanym z nienawiścią do siebie. Maja Ostaszewska zagrała właściwie monodram. Była przecież po tamtej stronie, na nagraniu. Bez partnera. Bez czyichkolwiek reakcji. Zagrała po mistrzowsku. Bardzo świadomie pokazała rozpad postaci. Była wiarygodna w każdym momencie. Zaczęła jako piękna, młoda kobieta, która jest szczęśliwa, bo ma wokół siebie wszystko, co jej potrzebne do życia, była roześmiana i pełna energii, ale kiedy kończyła swój monolog adresowany do matki, była już właściwie kimś zupełnie innym. Pokazała jak to jest walczyć z chorobą psychiczną. Pokazała, jak to jest mieć jej świadomość. Wreszcie, że największe tragedie dzieją się w czterech ścianach mieszkania. Można wyjść do ludzi, mobilizować się jakoś, o coś walczyć, ale będąc tylko z sobą samym, w sytuacji, w której nie trzeba udawać, można umierać, zabijać się, wariować, można trwać w stanie, z którego nie ma wyjścia.


Podziel się
oceń
0
0

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  806 771  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Agencje, które mnie reprezentują

Blisko

Blogi

Intrygujące

Kino

Literatura

Muzyka

Pamięć

Paryż/Paris

Prasówka

Radio/TV

Sztuka

Teatr

Uczta Babette

Ważne

Wydawcy moich książek

O mnie

Autor książek m.in. "Rozum spokorniał. Rozmowy z twórcami kultury" (2000), "Bagaże Franza K. czyli podróż, której nigdy nie było"(2004), "Bądź moim Bogiem" (wydawnictwo WAB 2007), dedykowanej postaci Wiery Gran, "Hotel Europa. Rozmowy" (Prószyński i S-ka 2009) a także ukazującej się właśnie książki "Spełniony" - wywiadu-rzeki z Marianem Kociniakiem. Autor sztuk teatralnych: "Na gałęzi", "Biografia", "Uwaga - złe psy!", "Naznaczeni", "Błękitny diabeł", "SM", "First Lady", "Oczy Brigitte Bardot" a także scenariuszy spektakli "Patty Diphusa" wg. Pedro Almodovara i "Marilyn i Papież".
Kontakt:
Agencja Artystyczna GreenLight
agata.kabat@greenlight.art.pl (Agata Kabat)
www.greenlight.art.pl (PROWADZI RÓWNIEŻ SPRZEDAŻ MOICH KSIĄŻEK)
a także
Agencja Artystyczna GRAMI: www.grami-art.pl
TUTAJ KUPISZ TEŻ MOJE KSIĄŻKI

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości