Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 642 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Transmisja do Lubik

środa, 31 października 2007 10:15
Wczoraj wieczorem TV Puls pokazała pierwszy odcinek nowego programu "Paczka". To sympatyczny, niosący pozytywny przekaz program o przyjaźni, o ludziach i ich historiach. Dla jasności wklejam opis ze strony telewizji:

"
Początek całego łańcucha zaczyna się od osoby, która do tytułowej paczki wkłada przedmiot, ściśle powiązany z daną historią. Za pomocą tego przedmiotu nadawca chce przekazać odbiorcy ważną wiadomość. Przesyłka wędruje na oczach widzów i trafia do pozostałych uczestników programu, którzy nie wiedzą od kogo, ani co otrzymają.

Każda paczka ma wypisaną datę roczną, ułatwiającą obdarowanemu podróż w przeszłość aż do wydarzenia, które miało ogromne znaczenie dla obu stron. Za pomocą paczki-symbolu, bohaterowie mogą wyrazić swoje uczucia, którymi w innej sytuacji nie potrafiliby się podzielić. Czasami łatwiej jest przeprosić, zaprosić, podziękować lub przypomnieć o sobie za pomocą prostego, ale jakże wymownego przedmiotu.

Ekipa produkcyjna filmuje dwie strony historii. Każdy, półgodzinny epizod podzielony jest na trzy segmenty złożone z ośmiominutowych sekwencji. Odbiorca otrzymując paczkę, otwiera ją, tym samymi odkrywając jej zawartość. Jego reakcje na to, co znajduje się w środku mogą być bardzo skrajne, od wybuchu radości po łzy wzruszenia. Obdarowany, opowiada następnie historię danego przedmiotu i związanej z nim postaci. W tym samym czasie osoba, która wysłała paczkę opowiada, dlaczego właśnie ten przedmiot wysłała do tej konkretnej osoby?"

Tak się złożyło, że byłem pierwszym obdarowanym we wczorajszym odcinku. Pani Tomira Kowalik, fantastyczna aktorka Teatru Wybrzeże, z którą kiedyś zrobiłem bardzo szczery wywiad do "Wysokich Obcasów" (http://www.parnas.pl/index.php?co=blog&id=12&idb=238) postanowiła mi za ten wywiad podziękować, bo jej zdaniem, pozwolił jej inaczej spojrzeć na własne życie, nazwać pewne problemy i miał rolę terapeutyczną. Opowiedziała historię naszego poznania, naszych rozmów. Miałem to szczęście, że pani Tomira zgodziła się też jakiś czas temu zagrać w spektaklu telewizyjnym wg mojego tekstu "Naznaczeni", który reżyserowałem. Tomira Kowalik zapakowała do paczki czerwone buty na wysokich obcasach - hasło "wysokie obcasy", ale też jako buty Giulietty Massiny, bo chciałaby, żebym napisał dla niej sztukę o Massinie, co zresztą mam w głowie od dawna. Więc również buty jako fetysz. Te "obcasy" wystąpiły na promocji mojej książki "Bądź moim Bogiem" w Teatrze Polonia.



Paczka wędrowała przez miasta i trafiła do mnie. Ja z kolei posłałem ją dalej, do Lubik, do Krysi Graban, bibliotekarki z mojego liceum, która podsuwała mi ciekawe lektury, która namówiła mnie do napisania pierwszej sztuki "Na gałęzi" i która podarowała mi, jak kończyłem szkołę "Pasję życia" o van Goghu - jako nagrodę jej prywatną za całokształt, bo oczywiście szkoła żadnej nagrody mi nigdy nie dała. Do paczki dla Krysi włożyłem kasetę wideo z nagraniem spektaklu "Na gałęzi" (z Anną Muchą i Krystyną Łubieńską), czyli realizacją pierwszej sztuki, jaką napisałem przez Krysię namówiony. Paczka powędrowała ulicami miast, wsi, przez las do drewnianego domu Krysi i Julka w Borach Tucholskich. Krysia uzupełniła moją opowieść. I posłała paczkę dalej, do Chełma, do swojej przyjaciółki Marleny Andrzejewskiej-Chłopickiej. Posłała jej glinkę, którą obłożyły się leżąc nad lubickim jeziorem, w czasie wakacji w 2005 roku, beztroskich wakacji, które obie do dziś wspominają.
Powiem szczerze, że obejrzałem całość ze wzruszeniem. I cieszę się, że wziąłem w nim udział, bo mam teraz niesamowitę pamiątkę nie tylko mojej przyjaźni.
Program "Paczka" został nagrany jakiś czas temu, zdążyłem już w całym zawirowaniu zawodowo-życiowym zapomnieć o nim, aż tu trafiam wieczorem na zapowiedź. Zadzwoniłem do Krysi, pytam, czy obejrzy nas w ti-wi. Krysia na to, że "wew cały wsi" nie ma Pulsu. No to klops. "Musisz obejrzeć, choćby gówna z nieba lejciały" - tłumaczę.
Główkuję, co by tu zrobić, żeby Krysia mogła uczestniczyć w tym święcie przyjaciół na żywo. W końcu zaproponowałem, że przyłożę słuchawkę telefonu do głośnika telewizora i że nadam jej ten program audio. Zrobiliśmy próbę na jakimś teleturnieju, Krysia potwierdziła, że tak to się da, no i kiedy program się zaczął, robiłem transmisję audio do Lubik, do Borów Tucholskich, dopowiadając wtedy, kiedy był obraz, a nie było dźwięku. Na przykład: "Tomira Kowalik siedzi w garderobie w teatrze i się maluje"... "Tomira przed teatrem"... "Teraz u mnie w domu..." "Paczka leci ulicami"... "Paczka na rozstaju leśnych dróg" "Lubickie jezioro, przelatuje łabędź"... Okazało się, że i tak można oglądać telewizję i zbudować nastrój. Powiedzieliśmy sobie jeszcze, że oglądamy wieczorem wspólnie (to znaczy każdy u siebie) "Basen" Ozona - i tak było. O "Basenie" tu już pisałem, więc nie będę powielał. Powiem tylko, że dla mnie to jeden z bardziej niezwykłych filmów, jakie widziałem...


Podziel się
oceń
0
0

Ferrari

wtorek, 30 października 2007 10:14
Co zyskuje się wstając wcześnie? A w każdym razie wcześniej niż zwykle...
Od kilku dni Kot Tutka ma świra i budzi się koło czwartej, czasem piątej lub szóstej nad ranem, po czym zaczyna spacerować po moim brzuchu. Wskakuje na łóżko, na brzuch, głośno tupta i kiedy się budzę, myk, na parapet i już jej nie ma. Zasypiam, Kot Tutka powtarza swój niecny proceder tym razem miaucząc przeciągle. Dobrze. Zasypiam. Przejście po brzuchu coraz cięższe. Miauczenie coraz głośniejsze. Ty cholero jedna! Tutka! Ale już jej nie ma. Zasypiam. Tup tup tup! Małpo wredna, gdzie jesteś?! Nie widać małpy. Zasypiam. Tutka wie już, że ledwo śpię i że już zaczynam na nią czatować, więc tylko w chwili mojego osłabienia, przebiega po brzuchu jak burza. Ty krowo, myślę. Zasypiam, tym razem kładę się na brzuchu. I jak mi nagle nie przejdzie małpica po kręgosłupie... TUTKA! Ale jej już oczywiście w pobliżu nie ma. Zasypiam. Wrednota przebiega po mnie jak ferrari na autostradzie, dosłownie z piskiem opon, bo wydaje  z siebie takie: miaUUUUUUUUUUU! O, ty, bździągwo! Zrób to jeszcze raz, już ja ci przejdę po brzuchu, ty czarna złośliwa UB-eczko. miaUUUUUUUUUUUUUU! No, nie. Tego już za dużo! Wstaję. Kot Tutka śpi zwinięty w kłębek na fotelu i przeciąga się słodko jakby nigdy nic. Kiedy ta blerwa zdążyła się tam położyć i zasnąć? Nie zwraca na mnie uwagi, tylko przeciąga się, ziewa i mam wrażenie, że nawet uśmiecha do mnie. Kolejny piękny dzień. Jest szósta rano. Obudziłem się na dobre. Wiem, że już nie zasnę. Kot Tutka krokiem arystokratki, która właśnie co wstała z łoża z baldachimem, idzie do kuchni. Bynajmniej nie na kawę. W lodówce nie ma nic poza światłem. Dobra. Wracam do łóżka. Kończę czytać książkę Romy Ligockiej, prezent od Anety i Małgosi, sympatyczne felietony, które każą zatrzymać się nad drobiazgami, przedmiotami z dna szuflady. Potem wstaję, ubieram się byle jak i w byle co. Idę do sklepu. Kupuję mleko, rogaliki, słodkie bułeczki. W domu gotuję jajka na miękko. Pierwsze śniadanie od dawna, które zrobiłem. Pierwsze od dawna poranne zakupy. I nawet mam czas, żeby to wszystko opisać. Koniec października, ciepło, nawet do 15 stopni. Kolejny dzień. Oby piękny, oby twórczy! Wczorajszy zakończyłem filiżanką gorącej czekolady z chili... Niespotykany smak. A skoro jesień, więc czekolada niezbędna. Od razu podpowiadam, że należy zaopatrzyć się w kilka tabliczek gorzkiej lub klasycznej czekolady wedlowskiej (tabliczka kosztuje ok. 3 złotych). To musi być Wedel, inna się nie sprawdza. Taką tabliczkę należy połamać na drobne fragmenty i wrzucić do dwóch szklanek zimnego mleka. Zagotować na małym ogniu, ciągle mieszając, żeby nie przypaliła się. Mieszać należy tak długo, aż się całkowicie rozpuści i zgęstnieje. Można dodać trochę śmietany kremówki. Ale nie trzeba. Tabliczka czekolady to mniej więcej dwie - trzy filiżanki takiej czekolady, którą podają w pijalni u Wedla. Można dosypać dwie-trzy szczypty chili. Jeśli nie lubisz ostrej czekolady, możesz wycisnąć do niej na przykład sok z pomarańczy. Zawsze poprawia nastrój.

PS Kilka osób skarżyło się na działanie blogów. Sam mam problemy z dodawaniem wpisów. Zgłosiłem to już do Wirtualnej Polski, miejmy nadzieję, że problemy techniczne szybko się skończą.


Podziel się
oceń
0
0

Bądź moim Bogiem w radiu!

poniedziałek, 29 października 2007 18:20

Moje Wydawnictwo podało dzisiaj na stronie informację, którą wklejam i oczywiście zapraszam do słuchania:

„Bądź moim Bogiem" Remigiusza Grzeli w Polskim Radio

PR 1
W dniach 5-16 listopada, o godzinie 17:50 serdecznie zapraszamy do słuchania „Pasma muzycznego Jedynki". Marcin Przybylski przeczyta fragmenty książki
Bądź moim Bogiem Remigiusza Grzeli.

Zapraszamy: 5-16 listopada (poniedziałek-piątek), godz. 17:50, „Pasmo muzyczne Jedynki", Polskie Radio PR 1.


Podziel się
oceń
0
0

Być jak drzewo

poniedziałek, 29 października 2007 10:48
To miłe, że na Targach Książki w Krakowie było tak tłoczno, mimo lokalizacji w Nowej Hucie, przecież nie w centrum, jak bywa z targami w Warszawie. Długa kolejka przed wejściem do hali targowej, ludzie cierpliwie stoją po bilet, więc z czytelnictwem w Polsce nie jest chyba tak źle jak mówią. Poza tym spotkania z autorami, w tym roku przecież Olga Tokarczuk, Ewa Lipska, Agata Tuszyńska, Julia Hartwig. Marta Fox podpisywała w oba targowe dni, tak dużym zainteresowaniem cieszy się jej nowa powieść dla młodzieży "Paulina w orbicie kotów". Z Martą wręczaliśmy Dżonkę, nagrodę im. Stanisławy Zawiszanki. To już trzecia edycja. W tym roku Dżonka popłynęła do młodego poety, Tomasza Pułki. Zaś wyróżnienia dostali Marcin Orliński i Piotr Kuśmirek. Myślę, że Stacha ucieszona byłaby z tej nagrody. Jestem też przekonany, że z roku na rok nagroda będzie cieszyła się większą popularnością.
W prezencie zamieszczam dwa wiersze. Wiersz laureata i wiersz patronki Nagrody. Właśnie dzisiaj mija czwarta rocznica śmierci Stanisławy Zawiszanki. Nie pamiętam już, kto mnie powiadomił o śmierci Stachy. Nie pamiętam, bo nie przyjąłem tego do wiadomości. Tak bardzo trzymała się życia, tak bardzo wbijała paznokcie w korę brzozy, że wrosła w nią. Jest. Pytała mnie zawsze, jakim drzewem jestem. Bo jeśli drzewem, przetrwam.

Tomasz Pułka

"Paralaksa w weekend"

Dzisiaj przycinałem z matką winorośl,
byłem głodny, tajałem na słońcu.
Matka wybierała pędy bez owoców,
zielone, lekkie. Łamałem je, i sok lepił
moje palce. Myłem ręce w stawie.

Matka w słońcu wygląda jak rdza.
Patrzę na nią i widzę tylko mgiełkę dymu.
Jest w tym jakiś sprzeciw, ale pełen
ciała.

Jest w tym jakiś sprzeciw, na skórze,
pod skórą; daleko, wzdłuż tego co jadalne.



Stanisława Zawiszanka

"rimbaud - dlaczego?"

- jakimi słowami cię dotknąć?
- w jakich kręgach galaktyk wibruje twoja poezja
i męka
- chłopcem odkryłeś że życie jest cierpieniem -
czy nie mogłeś uwierzyć, że tylko sztuka
jest życiem?
- dlaczego uciekłeś w kostyczny świat cyfr?
czarny ląd pochłonął twoją wyobraźnię -
skradł siły -
oddał cię światu na noszach
z afrykańskich lian i skór -
- odkąd statek pijany
zahaczył o moje istnienie
chwiejnie dryfuję
zachłystując się gorzką pianą życia -
przywyknę - rimbaud - przywyknę

Skolimów, lato 1997

Oczywiście przywiozłem z Targów kilka książek, więc stos lektur czeka. Zacząłem od zbioru felietonów Romy Ligockiej "Wszystko z miłości" - bo tę książkę podarowały mi niezrównane Aneta i Małgosia, których entuzjazmu można by się uczyć. I jeden cytacik z felietonu "Być jak drzewo": "Kiedy mam zbyt wiele kłopotów, staram się być jak drzewo. Nie myśleć, nie czuć, nie uciekać. Trzymać się mocno korzeniami ziemi, oddychać, machać listkami. Pozwolić kłopotom podejść całkiem blisko i dopiero gdy mnie dotkną, wtedy im się przyjrzeć. Być może część z nich odpadnie po drodze i wcale do mnie nie dotrze? A te pozostałe może nie będą takie straszne?"

Podziel się
oceń
0
0

Kraków

piątek, 26 października 2007 18:31

Targi Książki w Krakowie. Zapraszam. Oto wycinek z programu Targów - imprezy, w których biorę udział:

 

*** Targi Książki w Krakowie ***
 27 października 2007 roku
Termin:           27 października 2007 roku, sobota, godzina 14.00- 15.00
Wydarzenie:   Spotkanie z Remigiuszem Grzelą, który będzie podpisywał swoją powieść "Bądź moim Bogiem".
Miejsce:            stoisko targowe W.A.B. nr A 33
                         HALA TARGI W KRAKOWIE, ul. Centralna 41A .
Termin:           27 października 2007 roku, sobota, godzina 16.00
Wydarzenie:   Ogłoszenie laureatów i uroczystość wręczenia Nagrody Literackiej im. Stachy Zawiszanki - Dżonki 2007,
                         którą poprowadzi Remigiusz Grzela
Miejsce:             Sala Seminaryjna nr 1, HALA TARGI W KRAKOWIE, ul. Centralna 41A .
Dojazd:            komunikacja miejska: T: 1, 14, 22; A: 163, 174

Podziel się
oceń
0
0

Nosi mnie

środa, 24 października 2007 23:26
Masz pomysł, zapomnij. Masz pomysł, zapomnij. Masz pomysł, zapomnij. Erase. Erase. Erase.
Chyba jestem nienormalny. Mnóstwo bieżącej roboty, dwie poważne zaległości, a dzisiaj wymyśliłem jeszcze nowy temat, i tak mnie korci, tak korci, żeby usiąść i pisać. I tak się biję, tak uderzam, tak się sam piąstkami okładam. Nie! Nie wolno ci teraz rozpraszać się, zajmować czymś innym. Nie. I jeszcze raz nie!
No i co zrobić? Tak mnie nosi. Uuuuu! Zaraz zacznę tupać i krzyczeć. Położę się na ulicy jak dziecko i będę krzyczał: "Chcę! Muszę!"
Stos lektur. Dzisiaj kupiłem dwie fantastycznie wydane książki "Spotkania teatralne" Tadeusza Łomnickiego i "Król Lear nie żyje" Marii Bojarskiej. Obie wznowione przez Dom Wydawniczy tCHu. Trudno, dzisiaj jeszcze otworzę jedną z nich, choćbym miał noc zarwać, bo i czytanie mnie korci. Jestem człowiekiem z ADHD.  W końcu będę się musiał z tym pogodzić.
Dzisiaj "Gazeta Wyborcza" na warszawskich stronach publikowała fragmenty spotkania z panią Krystyną Jandą, które prowadziłem w ramach "Teatru w Gazeta Cafe". Tutaj można je przeczytać:

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34861,4607594.html



(fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta)
Podziel się
oceń
0
0

Podróże

wtorek, 23 października 2007 19:55
Wczoraj w ramach akcji "Teatr w Gazeta Cafe" prowadziłem spotkanie z panią Krystyną Jandą, spotkanie, które osiągnęło też sukces frekwencyjny, bo przyszło do redakcji "Gazety Wyborczej" ponad 200 osób. Spotkania można posłuchać w Internecie na stronie "Gazety Wyborczej":

http://bi.gazeta.pl/im/1/4606/m4606301.mp3

relacja Doroty Wyżyńskiej:

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34861,4603911.html


Kilka zdjęć ze spotkania można zobaczyć na stronie pani Krystyny Jandy.

Jutro, na warszawskich stronach "Gazety" opublikowane zostaną fragmenty.
Dzisiejsza noc z Olgą Tokarczuk. Obudziłem się koło trzeciej, postanowiłem czytać, przysypiałem, budziłem się, w tej dziwnej podróży po geografii i ciele. Trochę przeraża mnie anatomiczna obsesja Olgi Tokarczuk, widoczna już w jej poprzednich książkach. Bardzo ciekawie mówiła o tym w rozmowie z Kingą Dunin, która ukazała się w sobotnich "Wysokich Obcasach". Mówiła tam m.in. "Ludzie spędzają miliony godzin na odkrywaniu drzewa genealogicznego. Podróżują do korzeni, żeby zobaczyć miejsca swoich przodków. Czemu nie chcą nic wiedzieć o swoim ciele? Ja chciałabym towarzyszyć bardziej świadomie tym procesom, które w nim zachodzą - starzeniu się, spokojnieniu, owulacjom. Wyobrażam sobie kulturę, gdzie ludzie chodzą ze zdjęciami rentgenowskimi, pokazują sobie swoje serca czy tomografię mózgu". Ciekawe też są fragmenty dotyczące androgyniczności jej bohaterów: "Próbowałam narratorowi dać nijaki rodzaj gramatyczny, żeby go w jakiś sposób uwolnić od wszystkich konotacji rodzajowych. Płeć jest tylko jedną z warstw tożsamości(...) Pozbawiony ograniczenia płci narrator jest bardziej doskonały, bardziej wszechwiedzący, szerzej doświadczający(...) Nie wiadomo, gdzie mieszka, na kogo głosuje, jakimi mówi językami i z kim się przyjaźni. Za to jest o tym, jak wygląda i jaki ma skład krwi. To też są ważne informacje. Opisuję ludzi globalnych, każdych".
Powieść Olgi Tokarczuk to przejmująca, czasami przerażając podróż po miejscach i ludziach, ich obsesjach, frustracjach, fobiach.
Marzeniem Ryszarda Kapuścińskiego było napisanie książki, która by ogarniała cały świat. Olga Tokarczuk zadała sobie ten trud. Oczywiście opisuje go fragmentami, ale jak pisał Ryszard Kapuściński, wszystko jest fragmentem. Jej książkę czyta się tak jakby oglądało świat z lotu ptaka, pod mikroskopem, soczewka-kamera zatrzymuje się w Rosji albo nad Oceanem, w Skandynawii albo w Warszawie, pokazuje konkretne miejsce, albo kieruje swój obiektyw na ludzi ale ma też tę zdolność, że pokazuje nie tylko ułamek ich życia, nie tylko ich anatomię ale i nagłaśnia myśli. Takie "całościowe" obserwowanie świata jest bardzo ciekawe. Ryzykowne, ale ciekawe.


Podziel się
oceń
0
0

Wolna Polska

poniedziałek, 22 października 2007 10:12
Skończyły się rządy obsesji. Cały wieczór dostawałem smsy od znajomych i przyjaciół: "płaczę ze szczęścia", "hurrra!", "nareszcie!", "yes, yes, yes!", "jestem naprawdę szczęśliwy", "już nie musimy kanałami chodzić". Radość i życzenia jak w Nowy Rok.
Donald Tusk podziękował profesorowi Władysławowi Bartoszewskiemu, przywołał jego piękną książkę "Warto być przyzwoitym".
Szef PIS-u też wymienił nazwisko, Grzegorza Piotrowskiego, zabójcy księdza Popiełuszki, który należy do antyspisowego spisku, przez który PIS poniósł klęskę. Chyba niepotrzebny jest komentarz.


Podziel się
oceń
0
0

Pora umierać

niedziela, 21 października 2007 12:50
Film Doroty Kędzierzawskiej i Artura Reinharta "Pora umierać", pokazany wczoraj w Kinotece na Warszawskim Festiwalu Filmowym, nagrodzono brawami.  Aplauz nieczęsty, ale i nieczęsto powstaje w Polsce tak piękny, poetycki, metaforyczny i poruszający film. Nie zdarza mi się płakać w kinie, ale wczoraj, czułem jak grochy...
Oglądałem go być może inaczej, bo w tym roku zmarła moja Babcia, którą Aniela (Danuta Szaflarska), bohaterka filmu przypominała mi w prawie każdej scenie. Ta sama chęć życia, podobne bojowe nastawienie do świata, poczucie własnej niezależności, nawet podglądanie sąsiadów. Aniela przez lornetkę, Babcia przez nie do końca zasłonięte okno. I te komentarze, pod którymi mogłaby się podpisać. Wstrząsająca scena z suknią do trumny. Moja Babcia co parę lat szyła nową suknię do trumny. Były coraz bogatsze, wytworniejsze... Nie ukrywam, że przeżyłem ten film bardzo. Nie wstydzę się.
Cudownie, że są w tym kraju tacy reżyserzy jak Dorota Kędzierzawska, którzy realizują swoje, autorskie, osobne, niezależne kino. Scenariusz filmu "Pora umierać" powstał specjalnie z myślą o pani Danucie Szaflarskiej. Podarowała jej Kędzierzawska rolę życia, rolę niezwykłą, rolę, jakiej pewnie w kinie, a w każdym razie w naszym kinie nie było. Bo to właściwie filmowy monodram, aktorka omal nie schodzi z ekranu. Jest obecna w każdej scenie. Komentuje, monologuje, rozmawia ze sobą i ze swoją ukochaną suczką Filą (w tej roli genialny psi aktor, Tokaj - pies wszystko doskonale rozumie, wspiera, wyprzedza wypadki, pilnuje, żeby pani Aniela za bardzo się nie wzruszała, bo wzruszenie może ją zabić, więc kiedy Aniela zamyka się w przeszłości, patrzy na siebie młodą, albo patrzy na syna, Fila zaczyna głośno szczekać, musi przerwać te samobójcze seanse). Aniela przykuwa uwagę swoim tonem, gestem, grymasem, uśmiechem, oczami, w których wciąż jest młodość. Ma walczące ale ciepłe oczy. Dlatego napadający na jej dom mężczyzna mówi jej, że "nawet jak się pani złości, to jest urocza". Aniela walczy o dom, w którym się urodziła, starą drewnianą willę z altaną, która dla innych jest już tylko ruderą. Można ją spalić, ale nie sprzątać!  Tylko działka jest coś warta.
A przecież ten dom to jej życie. Aniela chce żyć. I czuć to jej obecnością. Nie chce się oddać starości. Wciąż jeszcze siada przed lustrem i maluje usta. Uśmiecha się wtedy zalotnie jak dziewczyna.
Danuta Szaflarska jest aktorką wybitną, stworzyła nie rolę, a kreację. Nie ma w niej nic ze staruszki. Puszcza oko: wam się tylko wydaje, że jestem stara. Żwawo zbiega z wysokich schodów, kiedy na dole dzwoni telefon. Kiedy nocą zrywa się burza, wybiega na zewnątrz, jakby chciała potańczyć z piorunami, bo burza to dla niej życie. Czasem jest jak dziewczynka - choćby w świetnej scenie na chuśtawce. Jest poza czasem i poza swoim wiekiem. W rozmowie z wnuczką, która interesuje się tylko jedzeniem i która akurat ją dotknęła przykrym słowem, potrafi odparować jak bezlitosna koleżanka ze szkoły. Podobnie jak w scenie u pani doktor (świetna Małgorzata Rożniatowska), której odparowuje: "niech się pocałuje  w dupę" słysząc jej "niech się rozbierze i położy".
Aniela nie jest starą panią, skoro zyskuje sympatię dzieci z ośrodka wychowawczego, który jest po sąsiedzku. Kapitalna scena z chłopakiem, który "włamuje się" do jej domu, z Romkiem Fiodorem "Dostojewskim" (Kamil Bitau), chłopakiem, który pojawił się tu, mam mówić szczerze, no wie pani, coś podprowadzić, bo syn pani jeździ ładną bryką, a pani sama, bogata, po co pani w domu tyle gratów...
Nie chcę opowiadać filmu. Chcę tylko powiedzieć, że ten ponadstominutowy obraz czaruje każdą sceną. Wciąga. Porusza. Raz to aktorstwem, raz ujęciami. Czarno-białe poetyckie zdjęcia Artura Reinharta zbliżają tę opowieść. Staje się ona przez nie bliską, rodzinną fotografią, wyjętą z dawno nieoglądanego albumu. Czarno-białe zdjęcia obnażają też fizyczną starość, tę widoczną, zewnętrzną, kontrastują opowieść Anieli.
Aniela, którą oszukali bliscy, którą próbuje wykurzyć sąsiad-nuworysz, w końcu bierze sprawy w swoje ręce. Chce do końca decydować o sobie. Ale jednak prowadzi rozmowę z Bogiem, pełną pytań i wyrzutów, bo czemu tak? Uczy szacunku dla starości.
Ten film trzeba koniecznie zobaczyć. Uszlachetnia. Oczyszcza. Boli.


Podziel się
oceń
0
0

Bóg pisze lewą ręką

piątek, 19 października 2007 17:55
Wracałem do domu zimnym tramwajem. Szyby zamazane i mokre od deszczu. Rozmawiałem z Martą, która wraca z serii spotkań autorskich. Wraca przez Warszawę, ale nie chcę się tu zatrzymać, jest zmęczona, po spotkaniach nie nadaje się do rozmowy. Tak mi tłumaczy. Ale rozmawiamy, denerwujemy się na coś, śmiejemy się z czegoś, ale rozmowa jest. Jej rytm pospieszny. Marta prowadzi auto, ja szepczę do słuchawki.  Akurat żegnaliśmy się, kiedy wysiadałem z tramwaju.  Pa, pa. I kiedy znalazłem się na przystanku, a tramwaj jeszcze stał, odwróciłem się w jego stronę i pomachałem do okna, mając wrażenie, że rozmowa z Martą w tramwaju nie była telefoniczna, tylko że siedzieliśmy obok siebie. Dopiero mina kobiety za szybą dała mi do myślenia. Zdziwiła się, nie wiedząc, co zrobić, na wszelki wypadek odmachała mi nieśmiało. Zacząłem się śmiać, zadzwoniłem do Marty, żeby jej opowiedzieć całe zdarzenie. Marta omal nie udusiła się ze śmiechu, śmiała się w samochodzie, sama do siebie, aż facet jadący obok, a może z drugiej strony, zaczął stukać się w czoło, pokazując, że Marta to ma ale kuku na muniu, jeśli śmieje się sama do siebie. I tak rozmawiając przez telefon spowodowaliśmy reakcje innych osób. Jadąc. Przemieszczając się. Skoro życie, to ruch, jak pisze Olga Tokarczuk w swojej nowej książce. O, proszę, jak ładnie zawiązałem do powieści Tokarczuk, która teraz leży na stole, przede mną, a obok stoi kieliszek brandy, którym dogrzewam się. Wszedłem do domu, Kot Tutka skulony w szafie, rozgrzany, myk, skoczył do okna, żeby wypuścić go na ziąb. Ale jednak wrócił szybko, chyba rozumiejąc słowa mojej przemowy, kiedy otwierałem mu okno: "No, widzisz, ludzie wracają do domu, żeby było im ciepło, koty uciekają z ciepła na chłód... Dziwne". Widocznie przejął się moją wydumaną refleksją. Ciepło. Tak, marzyłem o nim. Rano założyłem ulubiony sweter, z dłuższymi rękawami i poczułem się jakbym wskoczył do balii z gorącą  czekoladą. I tak mi w niej dobrze, że dotąd z niej nie wyszedłem. Diana Krall śpiewa "Live in Paris", czyli w Paryżu, mieście, za którym już tęsknię. Ale to przemieszczanie się przecież... No dobrze, na razie podróżuję z Olgą Tokarczuk. Teraz, po przeczytaniu jednej trzeciej mogę powiedzieć, że jej powieść jest zachwycająca. Wiem, wiem. Ja to się zawsze i wszystkim egzaltuję. I tylko chodzę po muzeach, teatrach. Wiem. Nie, nie wszystkim się egzaltuję. Nie piszę o tym, co mi się nie podoba. Szkoda mi czasu na krytykowanie. Czytam z ołówkiem, zakreślam zdania, zapamiętując je, chcąc by mnie opatuliły.
"Nie znać nikogo i nie być przez nikogo rozpoznanym. Wyjść z własnego życia, a potem bezpiecznie wrócić".
"Opisywanie jest jak używanie - niszczy; ścierają się kolory, kanty tracą ostrość, w końcu to, co opisane, zaczyna blaknąć, zanikać(...) Prawda jest straszna: opisać to zniszczyć".
"Noc uciszyła głośne i agresywne kanały informacyjne, pogodowe i filmowe, odsunęła na bok dzienne hałasy świata i sprowadziła na nie ulgę prostego układu współrzędnych: seks i religia. Ciało i Bóg. Fizjologia i teologia".
"Jestem pewien, że nie umiemy rozpoznać losu, jaki żłobią po drugiej stronie życia dla nas boskie rylce. Muszą się nam objawić dopiero we właściwej dla człowieka postaci - czarno na białym. Bóg pisze lewą ręką i lustrzanym pismem".
Zamieszkałem w tej książce. I dobrze mi w niej i ciepło. Sam się dziwię, bo przed podróżami uciekam. Przemieszczanie się bywa dla mnie koniecznością. Zamieszkałem i będę telegrafował z podróży do wnętrza pokoju.

PS:

W poniedziałek o godz. 19.00 w Gazecie Wyborczej, ul. Czerska 8/10 kolejne spotkanie z cyklu "Teatr w Gazeta Cafe", tym razem poświęcone Teatrowi Polonia. Gościem Gazety i moim będzie pani Krystyna Janda. Zapraszam.

Podziel się
oceń
0
0

poniedziałek, 29 maja 2017

Licznik odwiedzin:  797 949  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Agencje, które mnie reprezentują

Blisko

Blogi

Intrygujące

Kino

Literatura

Muzyka

Pamięć

Paryż/Paris

Prasówka

Radio/TV

Sztuka

Teatr

Uczta Babette

Ważne

Wydawcy moich książek

O mnie

Autor książek m.in. "Rozum spokorniał. Rozmowy z twórcami kultury" (2000), "Bagaże Franza K. czyli podróż, której nigdy nie było"(2004), "Bądź moim Bogiem" (wydawnictwo WAB 2007), dedykowanej postaci Wiery Gran, "Hotel Europa. Rozmowy" (Prószyński i S-ka 2009) a także ukazującej się właśnie książki "Spełniony" - wywiadu-rzeki z Marianem Kociniakiem. Autor sztuk teatralnych: "Na gałęzi", "Biografia", "Uwaga - złe psy!", "Naznaczeni", "Błękitny diabeł", "SM", "First Lady", "Oczy Brigitte Bardot" a także scenariuszy spektakli "Patty Diphusa" wg. Pedro Almodovara i "Marilyn i Papież".
Kontakt:
Agencja Artystyczna GreenLight
agata.kabat@greenlight.art.pl (Agata Kabat)
www.greenlight.art.pl (PROWADZI RÓWNIEŻ SPRZEDAŻ MOICH KSIĄŻEK)
a także
Agencja Artystyczna GRAMI: www.grami-art.pl
TUTAJ KUPISZ TEŻ MOJE KSIĄŻKI

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl