Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 157 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Dziękuję za spotkania

niedziela, 20 czerwca 2010 15:55
Dzisiaj mijają dwa lata od śmierci Piotra Łazarkiewicza, przyjaciela, którego wciąż tak dotkliwie brakuje. Często rozmawiam z Piotrem. Radzę się w różnych sprawach. Chcę wierzyć, że jest, że jak zwykle jest w jakiejś podróży na festiwal filmowy, czy teatralny, że jedzie na premierę do jakiegoś teatru na krańcu Polski, że przyśle z pociągu sms. Po śmierci Piotra wydaliśmy w Teatrze Na Woli książkę "Drogi Piotra Łazarkiewicza. Kierunek: Teatr". Jest w tym tytule właściwie wszystko.
Dzisiaj będę na mszy za Piotra. Będę kierował swoje myśli również w kierunku podróży Elżbiety Czyżewskiej, wspaniałej aktorki, gwiazdy kina, która po wyjeździe z Polski, po latach nieobecności, w 1987 roku, zagrała właśnie u Piotra Łazarkiewicza w filmie "Kocham kino", zagrała kierowniczkę kina Jutrzenka w Lubieniu. Niezwykły film o miłości do kina i ucieczce w nie.
Elżbieta Czyżewska zmarła kilka dni temu w Nowym Jorku, gdzie mieszkała przez lata, nie wygrała z potworną chorobą rak krtani. W Polsce zaczęły ukazywać się okropne artykuły o tym, jak Czyżewskiej nie powiodło się w Ameryce. Na szczęście zareagowała Monika Fabijańska, dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku, zamieszczając swoje pożegnanie aktorki w sobotniej Gazecie Wyborczej. Napisała: "Pisanie, że Elżbiecie się nie udało, jest krzywdzącą nieprawdą. Regularnie grała w filmie i teatrze, do końca swoich dni biegała jak wszyscy aktorzy na przesłuchania i mimo niewielkiej puli nagród dla aktorów z akcentem, grała i grała(...) Miała tu wyjątkową pozycję. Od wczoraj płacze po niej Nowy Jork, i nie tylko polski Nowy Jork, bo Elżbieta była gwiazdą na styku tych dwóch światów, jednym ze zworników łączących polską i amerykańską inteligencję(...) Chodząca własnymi ścieżkami (należała do nich wycieczka po New York Timesa tuż po północy, by przeczytać gazetę przed wszystkimi - i wtedy potrafiła wpaść na... kawę), po nocach oglądająca filmy i czytająca setki książek. Chciała być w centrum tego świata, ale płaciła za to złotą monetą - swojego towarzystwa, w którym każdy chciał być. Uwielbiali ją ludzie młodzi, także młodzi ludzie teatru(...) Była zupełnie owładnięta Nowym Jorkiem; była, jak to się mówi nowojorskim zwierzęciem(...) Poprzez swoją wielką nieszablonowość na szaleństwie tego miasta odcisnęła także swój znak. Dla mnie Elżbieta była ucieleśnieniem Nowego Jorku. Bez niej już nie będzie taki sam".
Po śmierci Elżbiety Czyżewskiej w prasie amerykańskiej ukazało się sporo artykułów. New York Times napisał duże wspomnienie zatytułowane: "Zmarła aktorka niechciana w swoim kraju". Gdzieś pod koniec tego tekstu pada określenie: była królową bez swojego kraju.
Jest w tym coś niebywale gorzkiego, gorzkiego o nas, o naszej zawiści, o naszym szybkim zapominaniu, może też o naszej szczodrości w trwonieniu talentów, które mogłyby wzbogacać kulturę tego kraju, a o których, kiedy nagle znikają, równie nagle zapominamy.
Kilka lat temu, w miesięczniku "Kino" Elżbieta Czyżewska mówiła Grażynie Drabik:

Uważam siebie za" pracującego aktora". Formułka amerykańska: "I am a working actor" oznacza, że trzeba chodzić na "auditions", że trzeba się do nich przygotowywać. Moje" gwiazdorstwo" gdzieś tam siedzi we mnie, bo kiedy dostaję tekst, wydaje mi się, że już dostałam rolę i idę na "audition", jakbym szła na pierwszą próbę. Otwieram drzwi i widzę korytarz, który jest pełen takich osób jak ja, przysłanych przez inne agencje do tej samej roli. Widzę rzeczywistość. Czasami zachwycasz kogoś i dostajesz rolę. Czasem ktoś cię obsadza, bo pamięta z innej sztuki. Przynależność do sfery "pracujących aktorów" w Nowym Jorku, gdzie jest nas bardzo wielu, oznacza także, że trzeba sobie mówić: na każde moje "nieszczęście", że jakiejś roli nie dostałam, jest 17 innych osób, które tak samo cierpią, i ta jedna, która jest szczęśliwym wybrańcem. Jeszcze jedno. Pamiętam występ krakowskiej Piwnicy pod Baranami w Nowym Jorku. Stałam z tyłu dużej sali Town Hall, w której występowali, i słuchałam z przejęciem jak śpiewali: "Jesteś dzieckiem wszechświata". Jest w tym coś ogromnie budującego. Mam prawo być, kim jestem. Uprawiać mój zawód tak, jak potrafię. Mieć moją indywidualną wyjątkowość(...) W ogóle w Nowym Jorku czuję się wygodnie i w domu. Kiedy wracamy z Europy, już wysiadając na lotnisku widzimy całą niesamowitą kolorowość i trójwymiarowość nowojorskiego tłumu. Czujemy, do jakiego stopnia jesteśmy częścią miasta, w którym tak wielu z nas jest przybyszami z daleka. Nowy Jork daje poczucie przynależności i równości, ponieważ prawie każdy jest skądś indziej.
Anonimowość Nowego Jorku jednak często bardzo nam ciąży.
Anonimowość w godzinie nieszczęścia z przekleństwa może stać się błogosławieństwem. W Nowym Jorku życie jest ciągle jakby za rogiem. Trzeba sobie dać radę z tym, co się w danym momencie nie udało, z wiarą, że będzie ciąg dalszy, lepszy. Wyobrażam sobie na przykład, że gdzieś siedzi pisarz, piszący ciekawą sztukę, w której jest rola, do której ja się najlepiej nadaję.
Agnieszka Osiecka powiedziała kiedyś o tobie: "Imponowało mi to, że Ela zawsze miała pomysł na życie".
Bardzo dobre powiedzenie; i co z tym pomysłem Ela zrobiła?


Drodzy Przyjaciele:
to jest ostatni wpis na tym blogu. Przez kilka lat dzieliłem się tym, co dla mnie ważne, tym, co mnie poruszało, zatrzymywało albo bawiło. Wirtualna Polska, jak informowałem, postanowiła wymówić pisanie tego bloga.
Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli poświęcić temu blogowi swój czas i serce. Dziękuję wszystkim Czytelnikom, którzy odnaleźli tu również fragment swojego świata.
To było dla mnie ciekawe i ważne doświadczenie.
Myślałem, że podam adres, pod którym będzie można znaleźć kontynuację tego bloga. Na razie nie znalazłem właściwego dla siebie miejsca, jednak wciąż liczę na to, że się spotkamy w tym wirtualnym świecie.
Mój aktualny kalendarz znajduje się na stronie Agencji:
www.greenlight.art.pl
Dziękuję za spotkania tutaj, za ten fragment świata, który był nam wspólny.

Podziel się
oceń
6
4


środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  802 755  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Agencje, które mnie reprezentują

Blisko

Blogi

Intrygujące

Kino

Literatura

Muzyka

Pamięć

Paryż/Paris

Prasówka

Radio/TV

Sztuka

Teatr

Uczta Babette

Ważne

Wydawcy moich książek

O mnie

Autor książek m.in. "Rozum spokorniał. Rozmowy z twórcami kultury" (2000), "Bagaże Franza K. czyli podróż, której nigdy nie było"(2004), "Bądź moim Bogiem" (wydawnictwo WAB 2007), dedykowanej postaci Wiery Gran, "Hotel Europa. Rozmowy" (Prószyński i S-ka 2009) a także ukazującej się właśnie książki "Spełniony" - wywiadu-rzeki z Marianem Kociniakiem. Autor sztuk teatralnych: "Na gałęzi", "Biografia", "Uwaga - złe psy!", "Naznaczeni", "Błękitny diabeł", "SM", "First Lady", "Oczy Brigitte Bardot" a także scenariuszy spektakli "Patty Diphusa" wg. Pedro Almodovara i "Marilyn i Papież".
Kontakt:
Agencja Artystyczna GreenLight
agata.kabat@greenlight.art.pl (Agata Kabat)
www.greenlight.art.pl (PROWADZI RÓWNIEŻ SPRZEDAŻ MOICH KSIĄŻEK)
a także
Agencja Artystyczna GRAMI: www.grami-art.pl
TUTAJ KUPISZ TEŻ MOJE KSIĄŻKI

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl