Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 214 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Brzuch

niedziela, 23 maja 2010 18:18
Więc jeszcze przez blisko miesiąc będę się tutaj pojawiał, nie powiem, że nie bez żalu. Drzazga została.
Pierwsza od dawna spokojna, wolna i leniwa niedziela. Przeciągam się jak kot. Trochę pisałem, trochę czytałem. Sięgnąłem po powieść "Pierwsza miłość" wybitnego węgierskiego pisarza Sandora Maraia, autora "Żaru". Czyta się to trochę jak "Czarodziejską górę". Podobnie kunsztowna proza do wielokrotnego smakowania. Opowieść starzejącego się mężczyzny, który zagląda w przeszłość, smakuje swoje życie, wracając do dziennika, jaki pisał przed trzydziestu laty, podróżując do miejsca, w którym ów dziennik pisał. Czytam i myślę o potrzebie dzienników, o potrzebie zapisywania i o tym, że przecież to prawda, że nie zapisane nie istnieje. Lubię kupować zeszyty, w których zapisuję różne ważne dla mnie fragmenty albo te, których nie chciałbym zgubić, chociaż nie muszą wydawać się ważne. Zeszyty przywożę z każdej z podróży, dla siebie, dla przyjaciół, namawiam do pisania. Tyle się ciągle dzieje w moim życiu i naprawdę nie ma już czasu na zapisywanie codzienności, mam więc duże przerwy w tym zapisywaniu, a jednak systematycznie od lat coś wykradam codzienności, coś zachowuję, kilka zdań, zasłyszany dialog, jakąś myśl godną odnotowania. Piszę dla siebie. Może kiedyś, kiedy jak bohater "Pierwszej miłości" wyruszę w podróż do miejsca, z którego wyszedłem, wyjmę z torby zapisane zeszyty i spróbuję spojrzeć na siebie, jakiego już nie pamiętam. A może do niczego nie jest mi to potrzebne?
Jestem człowiekiem słów, dlatego tak silna jest we mnie ich potrzeba.
Czytam też ponownie, który to już raz, "Biały kamień" Anny Boleckiej. Uwielbiam tę soczystą, mięsistą i poetycką prozę.
Czytam zaskakując siebie. Zawsze przy lekturze podkreślam to, co wydaje mi się ważne. Teraz czytam tę już przez siebie przeczytaną prozę i zaskakuje mnie, co zakreśliłem i to, czego nie zakreśliłem. Znów czytam z ołówkiem i zakreślam zupełnie nowe fragmenty. Jak ten:
"Nie wiedział, że to, co w dzieciństwie tak go dręczyło - obcość - było w rzeczywistości jego siłą. Stał poza obrębem koła, w którym z monotonną jednostajnością kręciły się losy mieszkańców Kuromęk. Patrzył na siebie z boku, spojrzeniem uważnym i trochę nieżyczliwym, nieufnym i miłosnym zarazem, a życie było dla niego od początku otwarte i pełne wszelkich możliwości".
Dlaczego akurat teraz, czytając tę powieść po dziesięciu latach, zwracam uwagę na zupełnie inne fragmenty? Książka nigdy nie jest zamknięta. Za każdym razem, kiedy ją otwieramy, naprawdę ją otwieramy, dostajemy klucz do świata, który wcale się tam nie zatrzasnął, który nie jest światem włożonym w plastikową śnieżną kulę, ale jest światem, który trwa, który żyje, który codziennie zapełnia się nowymi bohaterami, nowymi zdarzeniami, zmienia się jego barwa i zapach. Za każdym razem, kiedy otwieramy książkę, naprawdę ją otwieramy, i chociaż pozornie świat nie został dotknięty, zmieniony, rozmrożony, to przecież czuć tam oddech kogoś, kto stoi za naszymi plecami, głos dobiegający spoza stron powieści, ten świat żyje i zmienia się, bo to jest nasz świat, a ten nie zatrzymuje się ani na chwilę. Nie jesteśmy w stanie powstrzymać świata dziejącego się na kartach powieści i to jest być może najpiękniejsza prawda, jaką podarowały nam słowa. Bo słowa uruchamiają, a nie zatrzymują, świat.
Jeszcze w piątek prowadziłem spotkanie w Teatrze Na Woli z panią Barbarą Krafftówną. Zapytałem, kiedy po raz ostatni była w Łucku. To kraina jej dzieciństwa. Pani Barbara nie była w Łucku od tamtego wyjazdu, a przecież jest w nim. "Pamiętam, że jestem małą dziewczynką, biegnę ulicą, jest skrzyżowanie ulic i wbiegam za róg tej ulicy, wpadam wprost w wielki brzuch przechodnia. Pamiętam ten wielki, miękki brzuch".
I mnie się to wydaje symboliczne. Bo choć pani Barbara dorosła, to przecież wciąż jest tą biegnącą dziewczynką, widzimy to ze sceny. A to, że wspominając Łuck pamięta ten wielki brzuch, jest też niezwykłe. Po prostu zapamiętała brzuch Łucka. Chciałbym ją zapytać, czy pamięta, kiedy po raz pierwszy usłyszała słowo "brzuch"? Chciałbym zapytać, kiedy słowo dało początek temu światu.



To praca artystów Waltera Martina i Palomy Munoz, poszukajcie w internecie zdjęć ich niezwykłych śnieżnych kul. Inspirujące.

Podziel się
oceń
2
1

Więcej na ten temat


niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  806 781  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Agencje, które mnie reprezentują

Blisko

Blogi

Intrygujące

Kino

Literatura

Muzyka

Pamięć

Paryż/Paris

Prasówka

Radio/TV

Sztuka

Teatr

Uczta Babette

Ważne

Wydawcy moich książek

O mnie

Autor książek m.in. "Rozum spokorniał. Rozmowy z twórcami kultury" (2000), "Bagaże Franza K. czyli podróż, której nigdy nie było"(2004), "Bądź moim Bogiem" (wydawnictwo WAB 2007), dedykowanej postaci Wiery Gran, "Hotel Europa. Rozmowy" (Prószyński i S-ka 2009) a także ukazującej się właśnie książki "Spełniony" - wywiadu-rzeki z Marianem Kociniakiem. Autor sztuk teatralnych: "Na gałęzi", "Biografia", "Uwaga - złe psy!", "Naznaczeni", "Błękitny diabeł", "SM", "First Lady", "Oczy Brigitte Bardot" a także scenariuszy spektakli "Patty Diphusa" wg. Pedro Almodovara i "Marilyn i Papież".
Kontakt:
Agencja Artystyczna GreenLight
agata.kabat@greenlight.art.pl (Agata Kabat)
www.greenlight.art.pl (PROWADZI RÓWNIEŻ SPRZEDAŻ MOICH KSIĄŻEK)
a także
Agencja Artystyczna GRAMI: www.grami-art.pl
TUTAJ KUPISZ TEŻ MOJE KSIĄŻKI

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości